|
Udział W Naszym Charyzmacie:
Świeccy Współpracownicy
Barry Fischer, C.PP.S. |
| Miałam
Szczęście Poznać... Jeanette Kolberg |
|
Świeccy
I Duchowość Krwi Chrystusa |
| Przemiany John Nichols |
| Świadectwa
z Polski Maria Ratajczac i Marcin Plecke |
|
Oddech
Krwi Dla Świata |
UDZIAŁ
W NASZYM CHARYZMACIE: ŚWIECCY WSPÓŁPRACOWNICY
Barry
FISCHER, C.PP.S 
Ponad 120 przełożonych generalnych męskich zgromadzeń zakonnych i stowarzyszeń życia apostolskiego zebrało się ubiegłej jesieni w Ariccia, koło Rzymu, aby debatować na temat „świeckich współpracowników”. Obecność tak wielu przełożonych była sama w sobie wskazywała na ogromne zainteresowanie zjawiskiem, które stało się częścią rzeczywistości typowej dla znacznej liczby naszych zgromadzeń. Jest ono – rzecz oczywista – punktem zainteresowania także naszego stowarzyszenia życia apostolskiego, które od samych początków swojego istnienia jest ściśle związane ze świeckimi.
6 grudnia 1999 roku, w Bazylice San Nicola in Carcere w Rzymie, w miejscu gdzie w 1808 roku Św. Kasper głosił kazanie na założenie Konfraterni Krwi Chrystusa, zebrała się znaczna grupa świeckich, wraz z siostrami zakonnymi i kapłanami. Ówczesna Konfraternia była grupą świeckich oddanych nabożeństwu Krwi Chrystusa. Wspomnienie tamtego wydarzenia stało się dla nas szczególną okazją by się wspólnie wspólnie zgromadzić dając w ten sposób znak rozpoczęcia naszej pielgrzymki Roku Świętego i obchodów naszego Jubileuszu Krwi Chrystusa w Bazylice Św. Piotra w Rzymie, 1 lipca 2000. Wtedy to Rodzina Krwi Chrystusa złożona ze świeckich współpracowników, zakonników oraz misjonarzy - kapłanów i braci z całego świata – będzie uroczyście obchodzić - u grobu Św. Piotra – wspomnienie naszego wspólnego dziedzictwa, tj. Krew odkupienia, Krew, która przemawia życiem oddanym za innych i miłością wylaną za wszystkich.
Kościół jako Komunia
Jest ważną rzeczą, abyśmy zastanawiając w bieżącym numerze Kielicha się nad doświadczeniem naszych C.PP.S. świeckich współpracowników, umieścili nasz temat w ramach specyficznego rozumienia natury Kościoła. Najbardziej klarowne sformułowanie takiego rozumienia zostało prawdopodobnie dane w Adhortacji Apostolskiej Christifideles laici i je poniżej przytaczam: «W Kościele-Komunii różne stany życia są bardzo ściśle ze sobą związane, aż do wzajemnego podporządkowania. Wszystkie oczywiście mają ten sam, jedyny najgłębszy sens, to znaczy każdy z nich jest odmiennym sposobem przeżywania tej samej godności chrześcijańskiej i powszechnego powołania do świętości polegającej na doskonałej miłości. Są to sposoby różne i komplementarne, co oznacza, że każdy z nich posiada własną, oryginalną i niepowtarzalną fizjonomię, a równocześnie każdy z nich jest powiązany z innymi i spełnia wobec innych rolę służebną. (...) Wszystkie te stany życia, zarówno wzięte razem, jak każdy z osobna, służą wzrostowi Kościoła i są różnorodnością głęboko zjednoczoną w „tajemnicy komunii” Kościoła i dynamicznie skoordynowaną w realizacji jego jedynej misji.» (CL 55)
Ojciec Święty w swojej Adhortacji Apostolskiej Vita Consecrata stwierdza, że «Jednym z owoców nauki o Kościele jako komunii było ukształtowanie się w ostatnich latach świadomości, że różne społeczności współtworzące go mogą i powinny połączyć siły, zachowując postawę współpracy i wymiany darów, aby owocniej uczestniczyć w jego misji» (VC 54). I kontynuuje «Dzisiaj dość liczne Instytuty, często pod wpływem nowych okoliczności, dochodzą do przekonania, że ludzie świeccy mogą mieć udział w ich charyzmacie. Są oni zatem zapraszani do głębszego uczestnictwa w duchowości i misji dane go Instytutu» (VC 54). Poszedłbym nawet o krok dalej. Charyzmat dany jest dla budowania Królestwa Bożego. Nie stanowi on żadnej „prywatnej własności” tego czy tamtego instytutu. Nie jesteśmy „właścicielami” charyzmatu lecz sługami całego Kościoła. Charyzmat nie jest też skarbem, który należy ukryć w polu albo w granicach Zgromadzenia lecz jest darem do podzielenia się nim dla ubogacenia wszystkich. Jak nam to sam Jezus przypomina w przypowieści o talentach – jeżeli talent nie zostanie puszczony w obrót, zostanie nam odebrany! Z drugiej zaś strony, gdy dzielimy się nim, pomnaża się! Używając obrazowego wyrażenia Ojca Świętego możemy powiedzieć, iż mamy tu do czynienia z prawdziwą „wymianą darów”. W momencie gdy dzielimy się naszym zgromadzeniowym charyzmatem ze świeckimi następuje nasze ubogacenie się ich własnym wglądem w istotę rzeczy i ich obecnością na drodze wspólnych wysiłków podjętych dla wcielania naszego chryzmatu w ramach nowych i zmieniających się warunków kulturowych. «Udział ludzi świeckich nierzadko prowadzi do nieoczekiwanych i owocnych odkryć, dotyczących niektórych aspektów charyzmatu, pobudza do bardziej duchowej jego interpretacji i każe czerpać z niego wskazania dla nowych działań apostolskich» (VC 55).
Jest zatem ważną rzeczą, abyśmy zaraz na samym początku ustawili nasz temat w takim właśnie kontekście. Zjawisko „świeckich współpracowników” nie jest po prostu przelotną modą czy jakimś czasowo ograniczonym ruchem w Kościele. Jest ono natomiast wyrazem rosnącej świadomości, że Kościół to Komunia. Chwila obecna przynagla nas w szczególny sposób do zawarcia pomiędzy zakonnikami a świeckimi nowego przymierza opartego nie na delegowaniu do służby ale na współudziale i współodpowiedzialności, na komunii i na wymianie darów, takiego które opiera się na nowego rodzaju eklezjalnej współodpowiedzialności, takiej mianowicie, która sprzyja twórczemu rozkwitowi charyzmatu. Jako Misjonarze Krwi Nowego Przymierza zostaliśmy w szczególny sposób wezwani do składania świadectwa temu nowemu przymierzu zarówno w ramach wspólnoty jak też w naszej działalności misyjnej. W jaki sposób moglibyśmy wszyscy razem uczynić nasz charyzmat bardziej owocnym w dzisiejszym świecie? Staramy się wspólnie „przełożyć” ogromne wartości apostolskie i duchowe do nowych modeli, bardziej dostępnych w codziennym życiu i bardziej bliskich doświadczeniom współczesnego człowieka.
U podłoża zjawiska świeckich współpracowników leży pragnienie świeckich chrześcijan bliższego, ściślejszego związania z danym instytutem, poszukiwanie pełnego udziału w jego charyzmacie, przy jednoczesnym pozostaniu w „świeckim świecie”. Ważne jest by w tym nowym przymierzu zachować właściwą dla obu grup odrębność ale też by jednocześnie pozostać wzajemne otwartymi na obopólne ubogacanie się.
Obecność świeckich współpracowników w Kościele ma za sobą długą historię. Tradycja oblatów w klasztorach sięga zamierzchłych czasów, podobnie jak instytucja tercjarzy, typowa dla zakonów żebraczych. A są to zaledwie dwie z pośród wielu możliwych form wyrazu tego rodzaju przynależności.
W swoim przedstawieniu do przełożonych generalnych O. Robert Schreiter zajął się rozważaniem niektórych sposobów zrzeszania się jakie występują dzisiaj w Ameryce Północnej. Rozważał też możliwe przyczyny rozszerzania się tego zjawiska. O. Schreiter utrzymuje, że wśród różnorodnych form wyrazu zaangażowania świeckich w życie instytutów zakonnych można wyłonić trzy kategorie: grupy ochotników, ponad kontynentalne organizacje misjonarskie oraz programy świeckich współpracowników. Inni sugerowali także czwartą kategorię, na którą składałyby się rzesze świeckich kobiet i mężczyzn współpracujących w duszpasterstwie przy boku misjonarzy, to jest osoby związane z nami przez całe życie, ale nie w sposób formalny. W miarę przebiegu naszego spotkania stało się jasne, że istnieje rzeczywiście cała gama różnych struktur i całe bogactwo doświadczeń, oraz że znajdujemy się dzisiaj w samym środku rozwoju tego zjawiska, i że na obecnym etapie historii nie poddaje się ono żadnej jasnej definicji. Jednocześnie zaś zgodnie uważamy, że jest to „ruch Ducha Świętego”.
Od samych początków swojego istnienia Misjonarze Krwi Chrystusa byli ściśle związani ze świeckim zrzeszeniem Konfraterni Najświętszej Krwi, ponieważ zainspirowani przez tę samą duchowość. Misjonarze byli głównym promotorami tej duchowości, co objawiało się poprzez podejmowane przez nich inicjatywy apostolskie. W następnych latach ilekroć Misjonarze głosili misje zawsze zakładali „siatkę świeckich” po to, by misja dalej owocowała. Te grupy były następnie odwiedzane przez Misjonarzy. We Włoszech istnieje dzisiaj szeroka sieć grup założonych przez Misjonarzy i Adoratorów Krwi Chrystusa.
Zaiste spełniło się marzenie Kaspra o posiadaniu „tysiąca języków”. Obecnie w wielu krajach i na wszystkich kontynentach mamy Misjonarzy i grupy świeckich, które czerpią swoje inspiracje z Krwi Chrystusa. Istnieje oczywiście całe mnóstwo różnych doświadczeń i struktur organizacyjnych. Znane są one jako „Pobożna Unia” („Pious Union”), „Unia Krwi Chrystusa” („Union of the Blood of Christ”), „Towarzysze” („Companions”), „Rodzina Krwi Chrystusa” („Family of the Precious Blood”), „Przyjaciele” („Amici”). Są też takie osoby, które nie posiadają własnej nazwy i formalnie nie należą do żadnej grupy ale pozostają ściśle z nami związane i uczestniczą w naszej wędrówce. Działalność grup i jednostek rozciąga się od większego zaangażowania modlitewnego i uczestnictwa w nabożeństwach aż do aktywnego zaangażowania się w działalność apostolską, opartego na duchowości dzięki której udało im się odkryć własną misję. Przedstawiciele wielu takich grup zbiorą się razem w Bazylice Św. Piotra w Rzymie, 1 lipca, podczas Roku Jubileuszowego na obchody Święta Krwi Chrystusa. Zarząd Generalny organizuje również w lipcu 2001 warsztaty dla przedstawicieli z całego świata, aby stworzyć międzynarodowe forum dla dzielenia się doświadczeniami i podjęcia refleksji na temat podstawowego czynnika jednoczącego wszystkich: duchowości Krwi Chrystusa.
Kilku świeckich, mężczyzn i kobiet, poproszonych zostało o podzielenie się refleksjami i doświadczeniami. Są one zawarte w bieżącym numerze Kielicha. Nie sposób oczywiście uwzględnić na naszych łamach wszystkich zróżnicowanych doświadczeń. Wyrażamy nadzieję, iż to tylko zaostrzy nasz apetyt lepszego wzajemnego poznania się.
W artykule, który otwiera nasz bieący numer, Jeanette Kolberg z Prowincji Kansas City przedstawia historię swojej duchowej drogi jako Towarzysz Krwi Chrystusa. Zastanawia się w tym artykule co dla niej samej znaczy bycie Towarzyszem oraz nakreśla historię rozwoju Programu Stowarzyszenia w naszych Prowincjach z terenu Stanów Zjednoczonych. Jest tam dzisiaj ponad 400 Towarzyszy (mężczyzn i kobiet), którzy formalnie zawarli przymierze z trzema naszymi Prowincjami w USA. Przede wszystkim jednak artykuł Jeanette pozwala nam uchwycić głębokiego ducha miłości i wdzięczności, który jest podstawą zawiązywania się ścisłego węzła przymierza pomiędzy Towarzyszami a formalnymi członkami Zgromadzenia na wspólnej nam duchowej drodze.
Fernando i Lucia Buzzoni piszą o ich związkach z kapłanami i siostrami C.PP.S. w ramach wzajemnej współpracy w Szkole Św. Kaspra w Santiago, w Chile. To właśnie we wspólnocie wychowawczej odkryli oni duchowość Krwi Chrystusa i mieli po raz pierwszy możność zapoznania się z charyzmatem Św. Kaspra. Dzielą się z nami własnym doświadczeniem jak przykład Św. Kaspra oraz duchowość Krwi wzbogaciły ich życie małżeńskie i rodzinne. Opisują też w jaki sposób przeżywają swoją misję nauczycielską i wychowawczą.
Następny z naszych artykułów skupia się na zagadnieniu nauczania uniwersyteckiego. Dr John Nichols, profesor w uniwersyteckim College’u Św. Józefa (St. Joseph’s College) w Resselear, Indiana (USA) współpracował bardzo blisko z miejscową wspólnotą C.PP.S. nad wypracowaniem bardziej klarownej formuły tożsamości katolickiego College’u uniwersyteckiego, sponsorowanego przez Misjonarzy Krwi Chrystusa. Przedstawia on dziedziny, w których Wspólnota określiła własną misję oraz pokazuje w jaki sposób stara się ona dawać świadectwo duchowości Krwi Chrystusowej w świecie akademickim. Przedstawia zadanie jakie sobie postawiła Wspólnota. Jest nim pragnienie bycia „misjonarzami formującymi nowych misjonarzy” w celu dalszego budowania Królestwa Bożego.
Dwoje świeckich współpracowników z Polski dzieli się osobistymi doświadczeniami ich zaangażowania w Unio Sanguis Christi (USC). Opowiadają nam jak to uczestnictwo przemieniło ich codzienne życie. Maria, która jest dpowiedzialna za grupę świeckich oraz Marcin – młody człowiek z Gdańska – należą do USC, która liczy w tej chwili w całej Polsce ponad 10 tysięcy członków.
Przynależność świeckich nie ogranicza się tylko to ludzi dorosłych. Są tez grupy młodzieżowe, zainspirowane naśladowaniem Chrystusa ze względu na duchowość Krwi Przenajświętszej, w misjonarskim duchu Św. Kaspra. Matteo Gazzeri, młody człowiek z Parafii Św. Kaspra z Ankony (Włochy), jest członkiem jednej z takich grup zwanej Przyjaciele Św. Kaspra („Amici di San Gaspare”). Opowiada on o swoich związkach z Misjonarzami Krwi Chrystusa i o tym jak Misjonarze pomogli mu oni stać się misjonarzem we własnym codziennym życiu.
Postępowanie na drodze wzajemnej współpracy i udziału świeckich wzywa nas, którzy jesteśmy stowarzyszeniem życia apostolskiego, do nawrócenia. Świeccy szukają w nas przede wszystkim towarzyszy życia duchowego na wspólnej drodze do świętości, na kroczenie którą zostali wezwani wszyscy ochrzczeni. Ufają oni, że znajdą w naszej duchowości jakiś szczególny czy specyficzny sposób bycia chrześcijaninem. Oni są dla nas wyzwaniem byśmy dokonali odnowy w duchu naszego charyzmatu i abyśmy w przekonywujący i pociągający sposób dawali świadectwo naszej tożsamości. Musimy ten charyzmat „przełożyć” na zrozumiały język, na język który pozwoli nawiązać kontakt z codziennym życiem i podjąć wyzwania jakie ono przed nami stawia. Charyzmat trzeba na nowo odczytać i na nowo wyrazić przy pomocy takiej „strony kodowej”, która byłaby w stanie zinterpretować naszą dzisiejszą rzeczywistość. Ogarnąć rzeczywistość jaką jest bardziej ścisła współpraca ze świeckimi – mężczyznami i kobietami - oznacza nawrócić się. Odejść od patrzenia na ludzi świeckich jako na zwykłych „pomocników” w naszych pracach i dojść do widzenia w świeckich prawdziwych „partnerów” i „towarzyszy” naszej wspólnej misji. Chcemy „wspólnie łamać się chlebem”, aby posiąść duchowy pokarm, niezbędny w naszej wędrówce.
Deklaracja naszej XVI Kapituły Generalnej (1995) dobrze podsumowuje całe to zagadnienie: „Wzajemna zależność jaką cechuje się nasz świat, doświadczenie komunii eklezjalnej i duchowość Krwi Przymierza, wszystko to przynagla nas do większej współpracy, zarówno pomiędzy prowincjami, wikariatami i misjami naszej Wspólnoty, jak również z zakonnicami Rodziny Krwi i z naszymi świeckimi współpracownikami. Czyniąc tak dajemy szczególny wyraz katolickości całego Kościoła.” W tym kontekście wzajemnej współpracy będziemy też mogli doświadczyć i przeżyć pewien rodzaj nowej fundacji, ponieważ wspólnie, dzięki kreatywnej wierności będziemy w stanie odkrywać coraz to nowe formy życia naszym charyzmatem.
Miałam szczęście poznać...
Jeanette KOLBERG
Trudno jest mi ująć w słowa całość doświadczeń, uczuć i moje osobiste rozumienie bycia Towarzyszem Krwi Chrystusa. To tak jak gdyby ktoś próbował sfotografować od jednego krańca horyzontu do drugiego prerie Dakoty skąpane w zachodzącym słońcu. Jest to perspektywa przerastająca swoim rozmiarem możliwości aparatu fotograficznego, którym człowiek zwykł się posługiwać. Trzeba tam być, żeby móc zobaczyć jak to naprawdę wygląda i móc też zachować w pamięci oglądany obraz.
Piękno zachodu słońca na preriach Dakoty jest związane z ziemią. Geografię terenów na których mieszkam można by lepiej określić jako niekończące się, lekko faliste równiny pokryte trawami, urozmaicone ciągnącymi się przez nie polami uprawnymi, otoczone przez bezkresne niebo. Tego rodzaju krajobraz pozwala nam oglądać ten tak wspaniały, rozległy zachód słońca.
Kathleen Norris jest pisarką i poetką żyjącą na równinach Dakoty. Pisze o życiu w „odizolowanym miasteczku na granicy pomiędzy Północną i Południową Dakotą” i kontynuuje w ten sposób: „to jest moja duchowa geografia, miejsce w którym borykałam się z moją własną, osobistą historią życia utkaną z elementów krajobrazu i dziedzictwa”.
Norris pisze o Terrence Kardong’u, mnichu z opactwa benedyktyńskiego położonego w małym miasteczku na płaskowyżu Dakoty. «Mnich nie łatwo mówi o duszy, a Kardong znajduje w równinach bodziec do rozwijania wewnętrznej geografii. Przyglądając się burzy, która przewala się od jednego krańca horyzontu do drugiego Kardong mówi, że napełnia ona twoją duszę szacunkiem. Poszerza twoją duszę tak byś poczuł nieboskłon».
Brave Buffalo (Dzielny Bizon) – szaman indiański z plemienia Siuksów żyjący w Dakota na początku ubiegłego stulecia w taki sposób opisał święty charakter tej ziemi: «Kiedy miałem dziesięć lat patrzyłem na ziemię i rzeki, na niebo nade mną, na otaczające mnie zwierzęta i nie miałem wątpliwości, że to wszystko było dziełem jakiejś większej siły». Słowa tych świątobliwych ludzi, którzy zachowali we własnej pamięci geografię Dakoty brzmią również echem mojej osobistej historii bycia Towarzyszem Krwi Chrystusa, w mojej własnej geografii. Oto ona.
Jest dla mnie błogosławieństwem należeć do grupy pierwszych Towarzyszy Krwi Chrystusa z Prowincji Kansas City. Historia zaczyna się w roku 1989 w małej parafii na równinach Dakoty. Kapłani Misjonarze Krwi Chrystusa pracujący w parafii skierowali zaproszenie by „przyjść i zobaczyć” jak to wygląda, że się jest Towarzyszem Krwi Chrystusa. Zaproszenie to doprowadziło na wiosnę 1990 roku do mojej podróży na Zebranie Prowincji Kansas City, w czasie którego odbyła się ceremonia przyjęcia do grona Towarzyszy Krwi Chrystusa.
Po powrocie do domu na preriach Dakoty spróbowałam wyrazić moje myśli i uczucia w liście skierowanym do Wspólnoty Krwi Chrystusa. Tak wtedy napisałam: «Zanoszę modlitwę dziękczynienia za obecność Boga w pięknie i tradycji Stowarzyszenia Krwi Chrystusa. Jest to również modlitwa dziękczynienia za ideę istnienia Towarzyszy. Wspomnienia jakie na zawsze wyryte zostały w moim sercu to przede wszystkim wielka radość i poczucie afirmacji w momencie, gdy wszyscy wstali i zaczęli klaskać podczas ceremonii przyjęcia. Czas spędzony z Wami we wspólnocie był wypełniony ciepłem gościnności i akceptacji. Duch Boży dał siłę marzeniom na przyszłość, a Stowarzyszenie Krwi Chrystusa sprostało wyzwaniu zaakceptowania tych marzeń już teraz! Jako kobieta czuję się szczególnie wdzięczną bo ubłogosławioną faktem przyjęcia mnie przez wspólnotę kapłanów i braci. Jestem przekonana iż Krew Chrystusa nie dyskryminuje ani kobiet ani mężczyzn, ale raczej potwierdza powszechność daru jakim jest życie. To wielki zaszczyt móc nosić imię ‘Towarzysza’ i radować się duchowością Krwi Chrystusa. Wszyscy głęboko dotknęliście mojego życia i sprawiliście, że uległo ono zmianie.”
Na jesieni 1990 znów miałam szczęście znaleźć się w grupie trzynastu Towarzyszy, którzy mieli zawrzeć pierwsze przymierze ze Wspólnotą Krwi Chrystusa. Dało to początek wzrostu liczby Towarzyszy którzy zechcieli odpowiedzieć na wezwanie Misjonarzy Krwi Chrystusa z trzech prowincji USA: Kansas City, Cincinnati i Pacific. Ruch Towarzyszy wzrastał w liczbę i stopień zaangażowania się. Entuzjazm był zaraźliwy.
Znaczenie bycia Towarzyszem
W 1997 odbyło się Ogólne Spotkanie Towarzyszy ze wszystkich trzech Prowincji USA. Dla przygotowania tego spotkania rozesłano specjalne kwestionariusze. Zadano w nich pytanie na temat tego co przyciągnęło ludzi do Misjonarzy Krwi Chrystusa. Oto jakie były odpowiedzi niektórych Towarzyszy: «Do Towarzyszy Krwi Chrystusa przyciągnęła mnie przede wszystkim sama duchowość Krwi, a w szczególny sposób praktyka tej duchowości w działaniach duszpasterskich kapłanów i braci Krwi Chrystusa. Misjonarze Krwi Chrystusa mają szczególne charyzmaty. Pozostawili oni we mnie głębokie uczucie wdzięczności z powodu życzliwości i ciepła, które dotknęło każdą cząstkę mojego życia. Towarzyszyli mi oni w każdym życiowym kryzysie, w radościach i smutkach tych minionych lat.”
«Kapłani i bracia Krwi Chrystusa to zwykli ludzie, ale wszyscy mają tę prostą godność i siłę, które dają im swobodę i zdolność kochania i troszczenia się o tych, którzy ‘zostali posiani na ich polu’».
«Kontynuowaliśmy uczęszczanie na spotkania, nawet wtedy gdy wydawało się że prowadziły one donikąd, ponieważ zawsze intrygowała nas myśl o pełniejszym włączeniu się w życie i pracę Misjonarzy Krwi Chrystusa. Coś – musiał to być Duch Święty – sprawiło, że pozostaliśmy aż do czasu urzeczywistnienia się tej idei».
Spotkanie Ogólne było czasem wypracowania idei poprzez modlitwę i refleksję. Jako rezultat spotkania określono następujący cel:
«Towarzysze oraz regularni członkowie Wspólnoty są przez Boga wezwani do życia wiary poprzez duchowość Krwi Chrystusa i duchowość Św. Kaspra. Każdy z nas żyje związany węzłem miłości, niosąc tę miłość w świat, stosownie do naszego osobistego powołania i otrzymanych darów. Jako misjonarze dzielimy się i głosimy ducha Wspólnoty. Jest nim pojednanie, modlitwa, gościnność i sprawiedliwość».
Być Towarzyszem to powołanie. O. Denny Kinderman, obecny dyrektor Towarzyszy dla Prowincji Cincinnati i Kansas tak to wyjaśnia: «Świeccy w dzisiejszym Kościele dostąpili bardziej kierowniczych zadań. Stali się bardziej aktywni poprzez ich pracę duszpasterską. Stąd też pochodzi poczucie potrzeby głębi duchowej, gorące pragnienie czegoś co ma znaczenie. Zaczynasz rozumieć że tkwi w tym pewien rodzaj wezwania. Niektórzy ludzie widzą, że dary które posiadają są związane z darami jakie widzą u kapłanów i braci».
Towarzysze wykonują tyle różnorodnych prac ile jest świeckich powołań, na które starają się odpowiedzieć. Już włączyli się w niektóre formy duszpasterstwa czy pracy apostolskiej. Zbieranie się w małe grupy złożone z profesów i Towarzyszy daje okazję do refleksji nad szczególnym rodzajem duszpasterstwa jakie każdy z nich wykonuje oraz umacnia i odnawia niezbędny entuzjazm. Te zebrania to błogosławieństwo wspólnego wędrowania we wspólnocie, okazja do zgłębiania osobistej geografii każdego z nas.
Towarzysze podpisują przymierze ze Wspólnotą Krwi Chrystusa. Przymierze to pozwala mi rościć sobie prawo do moje własnej geografii – wraz ze Wspólnotą Krwi Chrystusa - wynikającej ze zobowiązania wypisanego na moim sercu. Przymierze ugruntowuje mnie we wspólnocie do której należę i określa terytorium mojej przynależności. Przymierze jest moja osobistą historią Krwi, którą naznaczone jest moje serce i moje ręce. Przymierze jest świętą mapą mojej osobistej geografii. To jest dom.
Wyjaśnianie dlaczego jestem Towarzyszem to takie samo wyzwanie jak próba uchwycenia zachodu słońca na preriach Dakoty. Trzeba tam po prostu być, aby zatrzymać w pamięci jego obraz. Ojciec Joe Nassal lubi przytaczać w swoich naukach i kazaniach zdanie zaczerpnięte z liryk T. S. Eliot’a: «Koniec wszystkich naszych poszukiwań oznaczać będzie przybycie na miejsce z któregośmy wyruszyli i poznanie tego miejsca po raz pierwszy». Ja to miejsce znam. Nazywa się „Towarzysz”.
Świeccy
i duchowość Krwi Chrystusa
Fernando i Lucia BUZZONI
Nasze pierwsze spotkanie z Kolegium Św. Kaspra miało miejsce w roku 1980. Zapukaliśmy do jego drzwi szukając dla naszego syna szkoły, w której mógłby otrzymać dobrą formację, w której przede wszystkim nauczyłby się miłować Chrystusa i Kościół. Szukaliśmy przede wszystkim czegoś na poziomie, czegoś co służyłoby naszemu synowi, szukaliśmy jednej z najlepszych usług jakie istnieją na świecie. Ale te pierwsze momenty formalnych rozmów i spotkań, podczas których szukaliśmy przede wszystkim naszych własnych interesów, szybko zeszły na drugi plan. Ciepło jakie nam okazano zaczęło w nas stopniowo budzić chęć współuczestnictwa.
Po kilku latach jedna z sióstr zaproponowała nam podjęcie obowiązków przedstawicieli pastoralnych klasy naszego syna. Przyjęliśmy to zaproszenie jako dar z nieba. Tak rozpoczęła się nasza kilkuletnia praca, która stopniowo rozszerzyła się na wiele dziedzin duszpasterstwa szkolnego: delegatura, koordynacja delegatów duszpasterskich z pierwszych klas szkoły, grupy oddane refleksji, rekolekcje i spotkania szkoleniowe poświęcone modlitwie oraz „szkolenie rodzin”.
Podczas tego okresu pracy, wspomagani przez formację kapłanów i sióstr zakonnych Krwi Chrystusa, przekonaliśmy się o pewnych aspektach natchnionego Słowa Bożego, aspektów których dotychczas nie braliśmy pod uwagę i nie docenialiśmy. Cały ten okres pozwolił też nam przygotować się na przyswojenie sobie pewnych wartości, drogich dla Św. Kaspra. Co z duchowości Krwi Chrystusa i z życia Św. Kaspra wywarło na nas naprwdę głęboki wpływ? W poniżej przedstawionej refleksji pragniemy ująć to co po osiemnastu latach bycia częścią wspólnoty Kolegium Św. Kaspra wciąż pozostaje ważne w ramach naszej pracy ludzi świeckich i małżonków. Obejmuje to zasadniczo trzy części: znaczenie duchowości Krwi Chrystusa, obecność Boża w naszym życiu osobistym i duch misjonarski Św. Kaspra.
„Krew” na pierwszym miejscu. Ogromne znaczenie dla nowego rozumienia naszego chrześcijańskiego sposobu życia było uświadomienie sobie, że krew oznacza na pierwszym miejscu źródło życia a nie śmierć. Krew jest istotnym składnikiem życia, jest znakiem życia. Wokół tego centralnego obrazu sam Chrystus skupił znaczenie całego Starego Testamentu i na jego podstawie nakreślił przyszłość. Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział On, że wylewa własną Krew za swoich przyjaciół. Jego miłość jest tak wielka, że oddaje za nas swoje własne życie. We własnej krwi zmył nasze grzechy. To jest Krew Nowego i Trwałego przymierza, które wraz z nowym Chlebem danym nam z nieba, ofiarowana została dla wszystkich zaproszonych na gody Syna Bożego.
Duchowość Krwi Chrystusa stanęła przed nami otworem i to ona otwiera teraz przed nami drogę do zrozumienia czym jest sama krew, że jest ona nosicielką i znakiem życia. I to właśnie dlatego, że jest znakiem życia może nas prowadzić do w pełni dojrzałej miłości. Otwarty kielich otrzymuje krew, dar Chrystusa, Jego życie oddane za przyjaciół. On oddał swoje życie, a nie po prostu je stracił. Podjął je na nowo i pragnie, by Jego przyjaciele byli razem z Nim. On kształci nas w wierze i formuje nasze życie według wartości nadziei.
Drugi aspekt polega na nabyciu przekonania o stałej obecności Boga w naszym życiu osobistym. Pozwala nam to traktować wszystko co robimy jako rodzaj kamieni, po których się idzie do nieba. Słowa Św. Kaspra: «Zachowujcie świadomość obecności Bożej i spełniajcie zawsze Jego wolę. Cokolwiek czynicie, czyńcie tak jakby to była jedyna rzecz, którą macie do wykonania. Traktujcie ją tak jakby była ona waszą ostatnią rzeczą do spełnienia» pomogły nadać głębsze znaczenie naszej miłości małżeńskiej.
Doświadczenie miłości małżeńskiej to doświadczenie zjednoczenia w wierze. Bóg-Miłość nieprzerwanie objawia się w doświadczeniu jakim jest stały dar z samego siebie. Bóg zechciał łaskawie uczestniczyć w tym zjednoczeniu, podnosząc jego godność i umacniając je. Oto dwa głosy w jednym: «Ja w tobie a ty we mnie. Ty jesteś dla mnie obecnością Boga. Razem przez życie, jesteśmy oboje miejscem zamieszkiwania Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego – który jest Miłością». Poprzez naszą ludzką miłość stajemy się drogą, po której miłość Boża dociera do każdego z nas i po której nasza miłość dociera do Boga. Nasza wspólna życiowa wędrówka jest udziałem w miłosnej relacji z Bogiem.
Nasza wzajemna miłość jest znakiem bezwarunkowej miłości Chrystusa do swojego Kościoła i miłości Kościoła do Chrystusa. Taki sposób patrzenia na obecność Boga w naszym życiu, tak charakterystyczny dla Św. Kaspra, jest potężnym wezwaniem do pokonywania letniości poprzez stałe pogłębianie wierności Chrystusowi i Kościołowi, i do otwarcia się na innych.
Jako trzeci aspekt chcielibyśmy podkreślić znaczenie ducha misjonarskiego Św. Kaspra. Wyrażamy najpierw głębokie przekonanie, że wszyscy powołani przez Chrystusa są też przez Niego posłani na misję. Podobnie jak różne części ciała spełniają różne funkcje tak też członkowie Kościoła mają do wykonania rozmaite misje. Po wtóre trzeba podtrzymywać ducha misjonarskiego według i dzięki posiadanym darom. Wreszcie, chodzi tu też i to, by rzeczywiście robić coś z tym co nam zostało powierzone. Duchowość Krwi Chrystusa (krwi skierowanej ku różnym częściom ciała w celu ożywienia ich i oczyszczenia) ukazała nam sposób misji i pozwoliła nam rozwinąć się.
W jaki sposób ludzi świeccy mogą realizować powołanie misyjne w środowisku wychowawczym? Na zakończenie bardzo pouczających i inspirujących rekolekcji, prowadzonych przez rektora Kolegium Św. Kaspra, my i dwie inne pary małżeńskie podjęliśmy wezwanie do stania się misjonarzami miłości małżeńskiej. W taki sposób narodził projekt „Kursów dla Rodzin”. Wspólnie z wieloma innymi małżeństwami, które się do nas stopniowo przyłączały, poświęciliśmy nasz czas i wysiłek w celu formowania chrześcijańskich par małżeńskich, otwartych na duchowość Krwi. Żyliśmy jak wspólnota przekonana, że życie – w swoim najgłębszym sensie – jest „kursem przygotowania rodziny” i że podczas tego kursu, tutaj i teraz, przygotowujemy się nie tylko do życia chrześcijańskiego ale przede wszystkim do życia jako Rodzina Boża.
Piszemy te słowa z radością i z przejęciem, adresujemy je do wszystkich, którzy będą je czytali oczyma miłości, której węzłem jest sam Pan. Składamy Mu dzięki, ponieważ to właśnie dzięki synom i córkom Św. Kaspra możemy rosnąć i rozwijać się według nowej duchowości, duchowości według której Kościół kieruje swoją miłosną uwagę na ten centralny aspekt misterium Chrystusa. To przybliżyło nas do Pana, zapewniło duchowy pokarm naszej własnej rodzinie, pokarm który sprawia, że wszystko co robimy jest jak kamienie, po których idzie się do nieba.
Uniwersytecki College Św. Józefa (St. Joseph’s College) jest instytucją systemu wyższego wykształcenia, sponsorowaną przez Prowincję Cincinnati Misjonarzy Krwi Chrystusa. Znajduje się w Rensselaer, w stanie Indiana, około 80 mil na południe od Chicago. W Stanach Zjednoczonych „college” jest miejscem trzeciego stopnia edukacji, innymi słowy jest to czteroletni program studiów po ukończeniu szkoły średniej. Kończy się on stopniem bakalarza, co odzwierciedla zarówno spełnienie wymogów ogólnego wykształcenia jak też skupienia się na jakiejś dziedzinie specjalizacji.
Dla młodych amerykanów lata college’u są szczególnie ważne gdy chodzi o ich formację nie tylko akademicką ale również rozwój osobowy, czy to psychologiczny czy też – jak to ma na przykład miejsce w katolickim College’u Św. Józefa – rozwój duchowy w wierze chrześcijańskiej. Większa część zespołu akademickiego czy „wydziału” w uniwersyteckim College’u Św. Józefa (St. Joseph’s College) to ludzie świeccy, chociaż jest też grupa kapłanów i braci C.PP.S. zaangażowanych zarówno w prace wydziału jak też odpowiedzialnych za inne aspekty programu College’u.
Poniższy artykuł jest rodzajem przeglądu sposobów i metod jakim posługuje się wydział w dawaniu świadectwa duchowości Krwi Chrystusa w ramach pracy wychowawczej i dydaktycznej. Artykuł skupia się wokół trzech aspektów charakterystycznych dla najnowszej historii College’. Są nimi: odsłonięcie pomnika upamiętniającego odnowiony Program Uzupełniający (Core Curriculum Program), nowe sformułowanie Dokumentu Misji College’u (określenie celu) oraz projekt rozwijania „lokalnej teologii”, to znaczy takiej, która pozwalałaby dać całościowy wyraz wysiłkom wychowawczym omawianej instytucji.
W ostatnich trzydziestu latach St. Joseph’s stał się znany w Stanach Zjednoczonych dzięki nowemu podejściu do jednego z elementów wykształcenia ogólnego, które są wymagane do uzyskania stopnia bakałarza. Komponent ten, znany jako „uniwersytecki program integracyjny” („the Core Curriculum”), niesie ze sobą szeroki wachlarz studiów w zakresie nauk humanistycznych, przyrodniczych, społecznych i teologii. Program Integracyjny (Core Program), prowadzony w sposób systematyczny i interdyscyplinarny, przy udziale profesorów z różnych dyscyplin wiedzy akademickiej, muszą przejść wszyscy studenci. Wydział naszego College’u podjął zamiar stworzenia, przy udziale studentów odbywających Core Program, projektu wizji „Chrześcijańskiego Humanizmu”. W roku 1995 na terenie campusu uniwersyteckiego oddano do użytku budynek, w którym miał gościć Core Program. Napis na nim brzmiał: „Centrum Edukacji Integracyjnej imienia Ojca Charles’a Banet’a, C.PP.S.” (‘The Father Charles Banet, C.PP.S. Core Education Center”) i było to uhonorowanie długoletniego prezydenta College’u, w czasie urzędowania którego narodził się i rozwinął Core Program. W galerii budynku grupa członków wydziału opracowała i wsparła finansowo projekt rzeźby, która ma wyrażać podstawową wizję świata, tak jak się ona jawi oczom chrześcijańskiego humanisty, wizję będącą natchnieniem dla Programu Integracyjnego (Core Curriculum) College’u. Rzeźba ma dwanaście stóp szerokości i dwadzieścia stóp wysokości. Jest to raczej płaskorzeźba wykonana w najpierw w miękkich cegłach, następnie wypalonych i umocowanych zaprawą murarską na ścianie budynku. U podstaw projektu leżała idea osadzenia tej wizji chrześcijańskiego humanisty w konstrukcji samego budynku jako rodzaj stałego przypomnienia dla nauczycieli akademickich i studentów o misji do jakiej zostali oni powołani. (Jak na załączonej ilustracji).
Rzeźba nosi tytuł „Przemiany” („TransformationS”), z uwydatnieniem liczby mnogiej. Jest tak ponieważ rzeźba reprezentuje dwie przemiany.
Zacznijmy od wyjaśnienia symboliki rzeźby. Jej dynamika jest wyznaczona poprzez poprzeczną linię biegnącą od lewej strony podstawy ku prawemu górnemu rogowi, od Alpha do Omega, od początku do końca – chodzi o Chrystusa. Krzyż Jezusa zajmuje monumentalną pozycję w centrum. Wyraża najwyższy akt Boga w całym kręgu kosmicznej i ludzkiej ewolucji. Po każdej stronie Krzyża znajdują się symbole Eucharystyczne – zboże i chleb, winne grona i kielich. Przywołują one na myśl insygnia charakterystyczne dla znaczka jaki noszą Misjonarze Krwi Chrystusa na terenie naszego campusu. Wokół rzeźby, na jej obrzeżu, umieszczone zostały tradycyjne symbole siedmiu sztuk wyzwolonych, symbole które od średniowiecza stanowią w Świecie Zachodnim samo serce wyższego wykształcenia. Po prawej stronie umieszczone zostały symbole „trivium”: gramatyki (książki), logiki (ramiona wagi), retoryki (zwój). Po lewej znajdują się symbole quadrivium”: geometrii (kompasy i ekierka), arytmetyki (liczydło), astronomii (sekstans) i muzyki (lira). Wzięte razem symbole te reprezentują ogólne wykształcenie, jego sedno (Core), w którym mają udział wszyscy studenci St. Joseph College i w nauczaniu których zaangażowanych są trzy czwarte wydziału.
Teologia rzeźby „TransormationS” jest natomiast osadzona w eucharystycznej modlitwie nad darami (wziętej z hebrajskiego sederu, i.e. modlitwy wieczerzy paschalnej): «Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy na ofiarę chleb i wino, dary ziemi i owoc pracy rąk ludzkich: staną się one dla nas Ciałem i Krwią Chrystusa».
Pierwsza przemiana jest przedstawiona w rzeźbie jako pełna szacunku i inteligentna praca mężczyzn i kobiet nad zasobami ziemi, powierzonej przez Boga Stwórcę naszej trosce dla rozwijania świata zdolnego do zapewnienia ludziom potrzebnego im do życia i do życia wszystkich innych gatunków pokarmu. Druga przemiana staje się możliwa dzięki Wcieleniu i Odkupieniu. Eucharystyczna przemiana chleba i wina, które same w sobie symbolizują wydajność ludzkiej pracy, jest z kolei symbolem przemiany, która sprawia że praca ludzka staje się budowaniem Królestwa Bożego na ziemi.
Tym nie mniej rzeźba przedstawia coś więcej niż same tylko przemiany, a mianowicie jest wyrazem poświęcenia się. Symbole siedmiu sztuk wyzwolonych otaczające symbole eucharystyczne mają oznaczać, że członkowie College’u – nauczyciele akademiccy i studenci – oddają się w ich pracy wychowawczej i dydaktycznej dziełu budowania Królestwa Bożego. Szkolnictwo wyższe jest rodzajem naszej ludzkiej pracy, rozwijanie zaś potencjałów ukrytych w setkach młodych mężczyzn i kobiet jest naszym sposobem budowania Królestwa Bożego.
Wiosną 1998 roku College podjął decyzję uaktualnienia Określenia Misji (określenia celu) aby bardziej odpowiadało ono rosnącej świadomość członków uczelni, której namacalnym wyrazem jest co dopiero opisana rzeźba. Wice-prezydent do Spraw Akademickich (główny odpowiedzialny za sprawy akademickie) oraz trzej wybrani członkowie wydziału przygotowali schemat nowego określenia, który został potem zatwierdzony przez Komisję Zarządzającą (Board of Trustees) i wszedł oficjalnie w życie 17 kwietnia 1998 roku.
Określenie Misji definiuje czym jest St. Joseph’s College, określa jego zadania oraz dążenia. Pierwsze zdanie Określenia dobrze oddaje kierunek, w którym idzie cały dokument:
«Kolegiun universyteckie Św. Józefa (Saint Joseph’s College), Katolickie Kolegium prowadzące kursy akademickie pozwalające na uzyskanie stopnia BA (a primarily undergraduate Catholic College), założone i sponsorowane przez Misjonarzy Krwi Chrystusa, zobowiązuje się do podtrzymywania najlepszych tradycji wykształcenia humanistycznego, które stanowi połączony wysiłek inteligencji i wiary.»
Dodatek do Określenia stwierdza w jaki sposób College zamierza pracować aby sprostać podjętej misji. Pierwsze wyjaśnienie mówi, że będziemy pracować
«nad takim formowaniem kandydatów do BA, aby stali się oni kompetentnymi fachowcami, będącymi w stanie podjąć się kierowniczych ról w świecie; że będą wcielać zasady Ewangelii w życie osobiste i kierować się nim w prowadzonej karierze zawodowej».
Humanizm chrześcijański uniwersyteckiego Kolegium Św. Józefa (Saint Joseph’s College) jest ujęty w stylu „zarówno / jak też”: zarówno Core Program jak też skoncentrowanie się na wiedzy specjalistycznej odpowiedniej do poziomu uniwersyteckiego; zarówno inteligencja jak też wiara. Jednym ze sposobów wyrażania tej idei w naszych kręgach – księży, braci, świeckich tworzących wydział i jego personel – to mówienie, że my z Kolegium uniwersyteckiego Św. Józefa jesteśmy „misjonarzami kształcącymi nowych misjonarzy”.
„Lokalna teologia”
Trzecie przedsięwzięcie, które daje wyraz składanemu przez nas w pracy uniwersyteckiej świadectwu, zostało zakończone w jesieni 1999. Było ono rezultatem projektu, którego realizacja zajęła szesnaście miesięcy. Projekt miał na celu sformułowanie wspólnego stanowiska w sprawie wizji świata chrześcijańskiego humanisty, wizji stanowiącej zarówno szkielet Programu Integracyjnego (Core Curriculum) jak też źródło charakterystycznych dla niego zadań wypływających z przyjętych wartości.
Po zakończeniu szeroko zakrojonej i interesującej dyskusji, grupa siedmiu wydziałów reprezentujących całość sekcji akademickich College’u przedstawiła dokument zatytułowany „Lokalna teologia – ‘Humanizm Chrześcijański’ w Kolegium Świętego Józefa”. („Lokalna teologia” jest wyrażeniem pochodzącym z książki Ojca Roberta Schreiter’a, C.PP.S. pod tytułem „Konstruując lokalne teologie”, która była przedmiotem studiów w początkach przygotowanego projektu).
Dokument stanowi serię propozycji wyłonionych z bogatych materiałów źródłowych opracowanych przez wszystkie sekcje akademickie wydziału College’u. Ta mała „summa” naszych przemyśleń została zaadaptowana przez cały wydział jako podlegające ewolucji określenie światopoglądu Chrześcijańskiego Humanisty, które miałoby inspirować i ożywiać nasze nauczanie i proces uczenia się. Chciałbym poniżej przytoczyć znajdującą się we wspomnianym dokumencie naszą lokalną definicję Chrześcijańskeigo Humanizmu:
«Jako humaniści zobowiązujemy się podtrzymywać i promować godność i wartość każdej jednostki ludzkiej. Jako chrześcijanie uznajemy godność osoby ludzkiej podniesioną do najwyższego poziomu w Jezusie Chrystusie poprzez Jego Wcielenie i Zmartwychwstanie, rozumiemy, że to co ludzkie otwarte jest na nieskończone dobro, nieskończoną wiedzę i nieskończoną miłość dzięki naszej relacji z Bogiem. Humanizm Chrześcijański jest zatem stałym poszukiwaniem wszystkiego co autentycznie ludzkie w celu pomnażania wspólnego dobra i odnawiania stworzenia jako Królestwa Bożego na ziemi. Humanizm Chrześcijański nadaje życiu intelektualnemu sakralny charakter !»
Zakończenie
Taka jest historia wysiłków wydziału w uniwersyteckim Kolegium Św. Józefa włożonych w coraz bardziej jasne określenie świadomości wspólnej misji. Rzeźba, nowe Określenie Misji oraz nasza Lokalna Teologia Humanizmu Chrześcijańskiego posiadają wspólny wątek. W sposób wyraźny ukazuje się on jedynie w Lokalnej Teologii ale w rzeczywistości stanowi samo serce wszystkich trzech omawianych tutaj wydarzeń. To zacytowane poniżej słowa Moderatora Generalnego C.PP.S., Ojca Barry Fischer’a: «Szkoła zainspirowana Krwią Chrystusa jest warsztatem nowej kultury.»
Nie pojedzie do domu starców
Maria RATAJCZAK
Było to pod koniec lata. Przyjechały do mnie dwie moje siostry. Najpierw bardzo się z tych odwiedzin ucieszyłam, ale też się zdziwiłam, ponieważ od czasu, kiedy poznałam Wspólnotę Krwi Chrystusa, nasze kontakty jakby oziębły. Siostry uważały, że moje zaangażowanie się we Wspólnocie jest przesadą. Po krótkiej rozmowie zorientowałam się jaki jest cel ich wizyty. Mówiły najpierw nieśmiało, potem coraz bardziej wyraźnie o tym, że mają zamiar dać do domu starców naszą dalszą ciocię. Ciocię pamiętam w moim domu rodzinnym od najmłodszych lat. Nie wyszła za mąż. Była nam wielką pomocą, gdy Mama straciła wzrok. Opiekowała się nami, gdy byliśmy dziećmi. Dopóki była zdrowa i potrafiła pracować, było dobrze, ale gdy przyszła starość i choroba i gdy zaczęła potrzebować ustawicznej opieki, już Stała się problemem. Z rozmowy czułam, że siostry już są zorientowane, gdzie są domy starców i jakie są w nich warunki.
Byłam bardzo wzburzona. Dlaczego mi o tym w ogóle mówią? Uważałam, że ta, która dostała w spadku ojcowiznę (dom i całe gospodarstwo, w którym ciocia przedtem cały czas pracowała), ma obowiązek troszczyć się również o nią. Byłam tego pewna. I już chciałam przerwać rozmowę i powiedzieć im to, co myślę. Wiedziałam, że to co powiem będzie bolesną prawdą, ale one muszą to usłyszeć.
W tym momencie moją myśl skierowałam do Pana Boga. Poczułam, że jeżeli teraz im to powiem, będzie jeszcze gorzej. Ale co mam czynić, Panie? Zaraz też przyszło mi na myśl Słowo Życia: „To jest Ciało moje... To jest moja Krew” (Mk 14,22.24). Opanowałam gniew. ”To jest Ciało moje”- w tym momencie wyobraziłam sobie Jezusa przed sądem, ze spuszczoną głową. Przyjmuje wszystko, co złego mówią o Nim. Nie skarży się ani się nie broni. Moja ciocia również jest teraz w takiej sytuacji. Bezbronna jak dziecko, zdana na to, co z nią zrobią. Nie umie zaprotestować. Najprawdopodobniej nic nie wie, co jej gotują, jaki będzie jej dalszy los. Nigdy nie była przedsiębiorcza, teraz tym bardziej zdana jest na łaskę i niełaskę innych. Nie pytającej nawet o zgodę. Wszystko jest zaplanowane.
Temat ciągnie się dalej. Mówią o tym, że jest nie do wytrzymania, że jest niedobra i ucieka z domu. Wymaga ustawicznej opieki. Słucham ich, raz z jednej, raz drugiej. Czuję, jak moje serce ogarnia spokój i wolność. Chce mi się płakać. Tam czeka Jezus. Woła przez Słowo Życia: "To jest Ciało moje", a ja odpowiadam bez zastanowienia: "To jest moja Krew”. Idę w duszy na spotkanie Jezusa, który mieszka w drugim człowieku. Jezu, przyjmę Cię do naszego domu i chcę Ci służyć z miłością, jak tylko będę potrafiła najlepiej. Jestem gotowa dawać siebie, własną krew razem z Twoją, aby Ci pomagać!
Spojrzałam na najstarszą córkę, już mężatkę, która przysłuchiwała się rozmowie. Nasze spojrzenia się spotkały. Nie potrzebowałyśmy słów. Wiedziałam, że myśli to samo co ja.
Rozmowa zaczęła się wyczerpywać. Teraz czekały na moje zdanie. Byłam bardzo spokojna, moja odpowiedź była jedna: "Nie pojedzie do domu Starców. Bierzemy ją do siebie". Teraz siostry się rozpłakały. Dopiero teraz zobaczyłam, że też cierpiały. W moim zaś sercu była ogromna radość. Dziękowałam Panu Bogu, że swoją miłość chce realizować przeze mnie, że jestem Jego narzędziem, że czekał na moją zgodę, by wypełnić swój plan, Boży plan.
I tak zamieszkała u nas już dziewiąta osoba. Było ciasno. Ale wcale to nam nie przeszkadzało. Z początku ciocia była nieufna, nie opuszczała tapczanu. Jej ciągłe kiwanie, pojękiwanie, torsje i rozstrój żołądka przerażały .Ale pragnęliśmy ją kochać, przyjmować taką, jak jest. ..Kiedy ją czesałam, myłam i karmiłam, wciąż miałam w myśli cierpiącego Jezusa. Nie czułam żadnej odrazy. Jej zdrowie z dnia na dzień było coraz lepsze. Zaczęła czuć się w naszym domu potrzebna. Ustępowały po kolei dolegliwości, przybyła na wadze, potrafiła sarna jeść, zaczęła się uśmiechać, normalnie rozmawiać, troszczyć się o dzieci. Gdy następny raz przyjechała siostra, nie mogła uwierzyć, że ciocia mogła tak się zmienić. Była normalnym człowiekiem jak ja czy ty.
Wytrzeźwiałem
z pragnienia pieniędzy
Marcin
PLECKE
Zaczęło się od tego, że kolega namówił mnie na zarobienie pieniędzy. Powiedziałem: „Dobrze, pójdę, troszkę pieniędzy zawsze się przyda” i poszedłem na pierwsze spotkanie. Od razu się okazało, że to był jakiś zlot. Pomyślałem, że to wygląda jakby zebranie jakiejś sekty, ale nie opierałem się i wziąłem w niej udział do końca. Zaczęło się spotkanie, ale bardzo dziwnie. Na początku płynęła muzyka. W peWl1ym momencie wszyscy wstali i zaczęli klaskać. Patrzyłem na ludzi, którzy krzyczeli i nie wiedziałem, co się działo. Potem z widowni wybiegł pan i zaczął opowiadać, jak można zarobić pieniądze. Tak pięknie opowiadał, tak drążył ten temat, że mnie oczarował. Zrozumiałem, że mogę zarobić dużo pieniędzy w bardzo prosty sposób -poprzez wciąganie innych ludzi do fim1y. Pomyślałem sobie: "Fajnie, będę miał pełno pieniędzy!" Tak mieli ułożony ten program, że każdy kto słyszał, że można zarobić tyle pieniędzy, był po prostu jak zaczarowany. I ja byłem jednym z tych ludzi. Po spotkaniu miałem jeszcze rozmowę z menadżerem. Zapytał mnie, dlaczego chcę zarobić tyle pieniędzy. Powiedziałem, że zawsze trochę pieniędzy się przyda, dobrze, gdy one są, chociaż w zasadzie szczęścia nie je dają. A on odpowiedział: „Myli się pan, właśnie pieniądze - tylko one dają szczęście. Jak nie ma pan pieniędzy, to żona pana nie będzie kochała. Wtedy ruszyło mnie sumienie, pomyślałem sobie: "Co ten człowiek mówi?" - ale milczałem. Potem, gdy się dowiedziałem, jak ta firma się nazywa, to się naprawdę wystraszyłem, bo chodziło tam o "Wspólnotę interesów". Wyraz "Wspólnota" od razu kojarzył mi się ze wspólnotą religijną, na przykład z naszą "Wspólnotą Krwi Chrystusa ", ale nie z pieniędzmi!
Kiedy wróciłem do domu, myślałem o tym długo i byłem jeszcze pod wrażeniem spotkania. Dobrze, że mam zawsze u siebie Słowo Życia wypisane na kartce i powieszone na ścianie. Tego dnia Słowo Życia brzmiało: „Wszystko co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Gdy przeczytałem to zdanie to pomyślałem, że takie zarabianie jest nieuczciwe, to jest że ja mojego dobrego znajomego wciągnę do firmy i jeszcze pieniądze od niego wezmę, aby żyć jak bogaty człowiek. Ludzie tą drogą naprawdę dużo się dorobili: samochodów, telefonów komórkowych itd., a jednak to jest nieuczciwe. I właśnie dzięki temu Słowu Życia wytrzeźwiałem z pragnienia pieniędzy.
ODDECH KRWI DLA ŚWIATA
Matteo GAZZERI
Zacznijmy od początku ale bez niepokojenia Adama i Ewy czy Św. Kaspra – to za daleko by nas zaprowadziło! Zacznijmy raczej od rzeczywistości codziennego życia - od rzeczywistości jaką jest nasza parafia.
Wszyscy chrześcijanie są osobiście zaangażowani we własną, specyficzną dla nich rzeczywistość parafialną, która stanowi jakby latarnię morską w ciemnościach naszego świata. Trzeba przyznać, że to wcale niełatwe dzisiaj żyć po chrześcijańsku. Nie chodzi tutaj o jeden tylko wybór raz na zawsze. Każdy musi prowadzić codzienną walkę by wybierać pomiędzy tym co nam ofiaruje natychmiastową gratyfikację przy najmniejszym nakładzie energii a tym do czego zostaliśmy powołani... Innymi słowy – cierpienie ze względu na miłość.
To jest powód dla którego pełne włączenie się w życie parafii nie jest opcją ale elementarną koniecznością. Ona pozwala nam odważnie i zdecydowanie kroczyć w życiu codziennym drogami Pańskimi. To konieczność z którą musimy się nauczyć żyć, kochać, iść naprzód, a nawet (a dlaczegóż by nie) borykać się z nią. Żyć jako wspólnota chrześcijańska, dawać własny wkład jako solidni synowie i córki Boże to jest to, co nas wyróżnia tutaj na ziemi, ale przede wszystkim czyni nas pięknymi w oczach naszego niebieskiego Ojca. I tak oto krok po kroku uczymy się być sługami.
Być sługą, być misjonarzem
Być sługą to coś co napawa strachem! Zazwyczaj boimy się rzeczy nam nieznanych. Jako chrześcijanie natomiast musimy praktykować nasz strach. Brzmi to paradoksalnie, ale to prawda! Robić rzeczy najbardziej odrażające! Ale teraz już bez przesady. Św. Paweł mówi o różnorodnych charyzmatach. Niektórzy są na przykład wezwani do ćwiczenia chóru małych dzieci (zapewniam was, że to może być rzecz odrażająca); inni są powołani do niesienia pociechy chorym, a jeszcze inni mają żywić i ubierać ludzi biednych. Najważniejsza rzecz polega na tym, że każda osoba – prędzej czy później – odkryje właściwą jej misję. To jest to słowo-klucz. Dzieje się tak, ponieważ nasza wspólnota została dotknięta Łaską Boga, który posłał nas abyśmy byli Jego sługami, Misjonarzami Krwi Chrystusa. Jest to Zgromadzenie, które pomimo możliwych niedociągnięć, posiada swój własny, specyficzny sposób bycia, ten właśnie by być misjonarzem.
Nie oznacza to że muszą oni zostawić wszystko, opuścić Włochy i udać się do odległych krajów, gdzie będą nawet narażać na niebezpieczeństwo własne życie. Może natomiast oznaczać, że zgodzą się na pozostanie w miejskiej parafii w celu wbicia to często pustych głów chłopców i dziewcząt (widzicie teraz jacy to my jesteśmy...) czegoś o Jezusie!
Fakt, że to Zgromadzenie jest misyjne polega na tym, że stara się ono być blisko ludzi cierpiących w ciele i na duchu. Jestem przekonany, iż upieranie się przy tym by zawsze być otwartym w miłości na wszystkich (a wydaje mi się, że najbliższy nam jest zawsze nasz sąsiad) jest wynikiem głębokiej świadomości, że w każdej ludzkiej osobie jest ukryty Jezus, nawet jeśli ta osoba to zabójca, albo cham, albo egoista. Z drugiej zaś strony jestem równie głęboko przekonany, że nie ma na tym świecie osoby, która by była sama z siebie, dzięki własnej inteligencji, talentom czy cnotom zdolna do widzenia w każdym Pana Jezusa. Myślę natomiast, że ta „misjonarska siła” widzenia pochodzi od Boga, i że jest to szczególna łaska jaką Misjonarze Krwi Chrystusa od Boga otrzymali, bo Bóg zawsze daje posłuch wołaniu jakie niesie ze sobą Krew Jezusa. Może to się wydawać absurdalne, może jest absurdalne, ale tak się rzeczy mają!
Wszystko wzięło swój początek w momencie śmierci Chrystusa. W momencie gdy zdawało się, że śmierć wzięła górę nad samym Życiem (na szczęście tylko się tak zdawało, dzięki Bogu) Życie samo się nam wydało w ofierze jako mały Baranek prowadzony na rzeź. Z własnej woli wylał On za nas swoją Krew abyśmy mieli życie. Uczynił to dla nas, mimo żeśmy na to wcale nie zasłużyli. Myśmy przybili go do krzyża i dalej kontynuujemy to ukrzyżowanie na skutek naszych grzechów. A co On uczynił? Rzecz bardzo prostą i bardzo przerażającą – zmył nasze grzechy w swojej własnej Krwi. Poświęcił całą życiodajną Krew by nas obdarzyć życiem wiecznym. Jakże wspaniała to rzecz! Jakże ogromny to dar!
Ktoś mógłby postawić jednak następujące pytanie: dlaczego my mamy teraz kroczyć tymi zbroczonymi krwią śladami? A ktoś inny mógłby odpowiedzieć tak: ponieważ w naszych czasach wszystko jest zamieniane w rozlew krwi. I ta krew, Moi Drodzy Czytelnicy, woła do Boga o pomstę.
Idąc za Krwią Chrystusa
Jeżeli więc ktoś zdecydował się postępować drogą Krwi Chrystusa ten poznaje i uczy się mieć miłosny stosunek do własnego sąsiada, bez względu na miejsce czy na osobę. Najczęściej nie jest nam łatwo oderwać się od naszej codziennej rzeczywistości i pójść za czymś co jest tak małe a z drugiej strony tak wyraźnie namacalne. Pod przewodnictwem Misjonarzy, krok po kroku zaczynają się zdarzać cuda. Krew Chrystusa „zaczyna nabierać wielkiej wartości”. My też, w rzeczach możliwych do wykonania chociaż trudnych i uciążliwych, rozpoczęliśmy nasze małe – wielkie misje. Codziennie musimy być przywoływani do porządku, aby nie błądzić albo by znów nie zasypiać.
I tak na przykład nasze wizyty składane sąsiadce przestały być czymś co robiliśmy żeby się pokazać innym, albo czymś co było zarezerwowane dla skautów. Zaczynają one nabierać innego wymiaru w naszym codziennym życiu. Przyjąć ludzi biednych w ciepły sposób nie oznacza już tylko dać im monetę ale oznacza poświecić im nasz czas, pomóc im znaleźć zatrudnienie albo dach nad głową.
Wszystko to przynagla nas do postępowania drogą nawrócenia, zwłaszcza wewnątrz naszej wspólnoty. To dzięki pracy Misjonarzy uświadomiłem sobie jaka jest sytuacja ubóstwa w najbiedniejszych krajach. Właśnie w tym roku Mauro, seminarzysta C.PP.S. studiujący w Rzymie do święceń kapłańskich, pojechał na misję C.PP.S. w Gwatemali. Zechciał się podzielić swoim doświadczeniem z naszą Parafią, przysyłając nam wzruszające listy i fotografie. Jeżeli Krew Chrystusa przyjdzie nam z pomocą, kto wie może i nam uda się pomóc tym ludziom w konkretny sposób.
A teraz kiedy patrzymy wstecz, uświadamiamy sobie, że to dzięki temu właśnie Zgromadzeniu nasza Parafia nabrała głębszego oddechu, stała się bardziej żywa, przyciągnęła do siebie nowych ludzi. A ponieważ wiadomo, że drogi Pańskie są nieskończone, być może pewnego dnia i my będziemy mogli usłyszeć wołanie Krwi, tej Krwi, która dwa tysiące lat temu uratowała ludzkość z katastrofy śmierci i dzisiaj też okazuje się być najpewniejszą drogą do Raju.