
| Co
Znaczy Być Misjonarzem Barry Fischer, C.PP.S. |
|
Misje
Dzisiaj - Tendencje Robert Schreiter, C.PP.S. |
| Formowanie
Parafii Misyjnej Thomas Hemm, C.PP.S. |
|
Zakładanie
Nowej Misji |
| Być
Misjonarzem W Kraju Niechrześcijańskim John Bosco, C.PP.S. |
|
Być
Misjonarzem Przez Całe Życie |
CO ZNACZY
BYć MISJONARZEM
Barry Fischer , C.PP.S.
Obraz „misjonarza” przez długi czas kojarzył się w umysłach ludzi z prawie mistyczną, heroiczną postacią, która wypuszczała się w egzotyczne kraje na rozkrzewianie wiary pośród trudów i ofiar.
U schyłku drugiego tysiąclecia pojęcia misji i misjonarza przechodzą radykalne zmiany. Żyjemy w czasach, w których Kościół nabiera coraz większej świadomości, że jest „misyjny” ze swojej natury oraz że każdy ochrzczony jest misjonarzem przez sam fakt bycia powołanym do życia chrześcijańskiego. W tym też kontekście powinniśmy na nowo przyjrzeć się naszemu rozumieniu tego, co znaczy być „zgromadzeniem misyjnym”. Trzeba nam zrozumieć samych siebie w kontekście powszechnej misji Kościoła a także odkryć, w świetle duchowości Krwi Chrystusa, jaki może być nasz wyjątkowy wkład w tę misję. Jesteśmy w trakcie procesu odkrywania na nowo naszego charyzmatu misjonarskiego, pojętego jako część integralna naszej tożsamości.
Nasze Teksty Normatywne stwierdzają, że:
«powołani do współudziału w wykonywaniu misji Chrystusa w świecie, członkowie naszego Stowarzyszenia, natchnieni i świadomie żyjący tajemnicą Krwi Chrystusa, podejmują stały wysiłek, aby się do Niego upodobnić w tym co ludzkie, chrześcijańskie, wspólnotowe, apostolskie – co jest najlepszą promocją Królestwa Bożego» (C 28). Ponadto, Ojciec Święty w swojej Adhortacji Vita Consecrata pisze, że zgromadzenia żyją własną misją «według specyficznego charyzmatu każdego instytutu» (por. nry 36-37.52).
Musimy ukierunkować nasze uczestnictwo w misji Kościoła zgodnie naszym własnym charyzmatem „Misjonarzy Krwi Chrystusa”. Dokument przygotowany podczas Spotkań Roboczych Formatorów C.PP.S. w 1992, zatytułowany „Sylwetka Misjonarza C.P.P.S.” stwierdza:
«Krew Chrystusa jest centrum życia i posługi Misjonarza. Ten znak Bożej miłości podaje definicję (opis, wyjaśnienie) misjonarskiego zrozumienia Bożego panowania, tego, dla kogo jesteśmy powołani i posłani, a także głoszonego przez nas przesłania i słowa. »
Misjonarz to ten, kto „jest posłany”. Zadajemy więc sobie pytanie: Kto nas posyła? Do kogo jesteśmy posłani? Krew Chrystusa staje się dla nas pośrednikiem Bożego powołania, powołania które nas gromadzi we wspólnotę w celu wypełnienia szczególnej misji.Przyszło nam dzisiaj żyć w kulturze śmierci, która sprawia, że codziennie przelewana jest krew wielu niewinnych ludzi: nienarodzonych dzieci, ofiar wojny, czystek etnicznych, wygnanych z domów, a to wszystko z ręki ludzi żądnych bogactwa i władzy. Żyjemy w czasach systemów ekonomicznych, które całe miliony ludzi spychają na skraj nędzy, skazują na śmierć głodową bądź też na warunki bytowe na marginesie, warunki, które trudno jest nazwać „ludzkimi”. Chrystus i dzisiaj nie przestaje przelewać swoją Najświętszą Krew we krwi niewinnych. Stąpamy po ziemi, która codziennie nasiąka krwią Abla.
W Encyklice Evangelium Vitae Ojciec Święty szczegółowo opisuje tę kulturę śmierci i nawołuje wszystkich chrześcijan oraz ludzi dobre woli, aby dali posłuch «głosowi krwi twojego brata, która woła z ziemi». Mówi też o Krwi Chrystusa jako o Bożej odpowiedzi na wołanie krwi Abla, jako o źródle doskonałego odkupienia i darze nowego życia (nr 25). Kieruje on do chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli naglący apel o głoszenie Ewangelii Życia (nry 82-84).Będąc Stowarzyszeniem Życia Apostolskiego w Kościele, nosząc imię Krwi Chrystusa, jesteśmy wezwani do tego, by stanowić żywy głos Krwi Chrystusa, która woła z ziemi we krwi wszystkich, którzy dzisiaj cierpią! To może być dla nas wskazanie jak ukierunkować naszą tożsamość i naszą misję, sposób na przekraczanie barier kulturowych i językowych, sposób na rozumienie uczestnictwa w naszych apostolatach czy posługach.
Pytania takie jak: „Gdzie słyszymy wołanie Krwi, podczas gdy pracujemy w naszej specyficznej sytuacji czy kontekście?” oraz „Jak możemy odpowiedzieć na to wołanie w naszej własnej posłudze?” stają się pomocą w ukierunkowaniu naszej misji według perspektywy naszej tożsamości Krwi Chrystusa. Są to pytania, które nas mogą jednoczyć we wspólnym wysiłku, by dawać na nie odpowiedź nacechowaną twórczą wiernością naszemu charyzmatowi.
Podobnie jak krew Abla sprowokowała Boże współczucie i interwencję polegającą na uwolnieniu ludzkości ze wszystkiego co ją uciskało i uciska, tak samo i my wezwani jesteśmy do poświęcenia się. My, którzy słyszymy wołanie krwi, jesteśmy wezwani do dania odpowiedzi na to wołanie z pomocą Krwi Chrystusa, Krwi, która przemawia jako Przymierze, jako Krzyż oraz jako Pojednanie!
Okoliczności będą różne, zważywszy na odmienność miejsca i kultury, ale przecież niezależnie od posługi, w którą jesteśmy zaangażowani, ziemia, po której stąpamy jest miejsce, z którego podnosi się wołanie krwi!
My, Misjonarze Krwi Chrystusa, jesteśmy w specjalny sposób powołani to tego, by stanowić „żywą pamięć”, by być głosem ludzi pozbawionych głosu, być krytycznym sumieniem społeczeństwa i Kościoła, by dzisiaj nie pozostały one głuche i obojętne dla wołanie Krwi Chrystusa.
Mobilność i elastyczność
Patrząc z perspektywy historycznej, u początków naszego Zgromadzenia przeważała raczej koncepcja „wędrownego misjonarza”. Kasper i jego towarzysze przyszli z miasta i szli w teren, przemierzając wzdłuż i wszerz terytorium Państwa Kościelnego, głosząc misje ludowe i prowadząc rekolekcje. Dzisiaj nasza idea misjonarza została poszerzona i jesteśmy teraz wzywani do rozumienia „misjonarskiego wędrowania” zarówno w kontekście misji Kościoła jak i twórczej wierności naszemu charyzmatowi.
Największym zagrożeniem dla naszej tożsamości misjonarskiej jest tendencja „usadowiania się”, czy to gdy chodzi o jednostki czy jako Instytut; czy to z racji ostrożności, lęku, wyczerpania czy też z powodu zewnętrznych zagrożeń, ograniczeń nakładanych na naszą działalność duszpasterską, albo po prostu i zwyczajnie z braku ducha twórczego i inicjatywy.
Słyszeć „wołanie krwi” oznacza nie-osadzać się! To wołanie zakłóca nasz spokój i drażni nasze wygody i nasze zabezpieczenia. Powinniśmy być gotowi dać się prowadzić, bo w ten sposób dajemy odpowiedź na wołanie Krwi, nieustannie płynące z ziemi. Ta gotowość bycia prowadzonym domaga się od nas wewnętrznej wolności i duchowości exodusu, domaga się prawdziwej kenozy. To Krew właśnie zaprowadzi nas „tam gdzie nie będziemy chcieli pójść” (J 21,20nn). Naszymi przewodnikami będą ubodzy i cierpiący. Odrzuceni przez społeczeństwo staną się kamieniami węgielnymi, centrum naszych apostolatów i naszej misji. Tak czynić to żyć w posłuszeństwie Wezwaniu Krwi, wezwaniu, które dla Misjonarza Krwi Chrystusa jest najbardziej radykalnym i najbardziej fundamentalnym wezwaniem. Jesteśmy zatem zaproszeni do odnowienia naszego zaangażowania apostolskiego, do podjęcia nowych stylów życia wspólnotowego i apostolskiego – taka jest odpowiedź na owo Wezwanie Krwi Chrystusa. To posłuszeństwo zmusza nas, by we wszystkich naszych apostolskich przedsięwzięciach stawać się bardziej „misjonarzem”.
Wspólnota Misjonarska to ta, która stoi w progu domu z kijem wędrowca oczekując, rozeznając wezwanie (por. Teksty Normatywne, C 32). Pierwszym, stojącym przed nami wyzwaniem jest pokonać nasze obawy i nasze wygody, czy to indywidualne czy instytucjonalne. Misjonarz Krwi Chrystusa jest osobą mobilną, jest osobą elastyczną, zawsze w zasięgu ręki, gotową iść tam, gdzie nas dzisiaj wzywa Krew Chrystusa!
W TYM NUMERZE
Kilku Misjonarzy CPPS, patrząc z różnych perspektyw, dzieli się na tych stronach własnymi doświadczeniami i wyzwaniami jakie stawia misja. Przede wszystkim rozpoczyna o. Robert Schreiter. Prezentuje on pięć różnych sposobów modelowania misji. Modele te są dla nas wszystkich cenną pomocą dla zrozumienia jak każdy z nas pojmuje misję i jak staje się świadomy modelu, według którego żyjemy. W tym świetle artykuł o. John Bosco na temat „bycia chrześcijańskim misjonarzem w niechrześcijańskim kraju” przedstawia się interesująco. Jaki jest cel misji w krajach, w których chrześcijaństwo jest religią mniejszości?
O. Fritz Tschol, weteran misji zagranicznych w Prałaturze Xingu, dzieli się refleksjami na temat czterdziestu dwu lat spędzonych w Brazylii i mówi o wyzwaniach, jakie stawia inkulturacja.O. Willi Klein, Radny Generalny, dzieli się z nami refleksją na temat planów otwarcia na nowo Misji C.PP.S. w Chorwacji i jak plany te biorą od uwagę niektóre elementy „Kryterium zakładania misji” przyjętego w lipcu ubiegłego roku podczas spotkania wyższych przełożonych w Tanzanii.
Z perspektywy parafialnej natomiast pochodzą refleksje o. Thomas Hemm na temat roli świeckich i współpracy z nimi w posoborowej parafii misjonarskiej w Stanach Zjednoczonych.
Wyrażamy nadzieję, że obecny numer Kielicha posłuży za dobry bodziec i dostarczy elementów, które stanowić będą pomoc w stałej refleksji nad naszym „misyjnym charyzmatem”. Pozostaje pytanie: w jaki sposób – indywidualnie i jako Instytut – przeżywamy elastyczność i mobilność, które powinny wyróżniać Misjonarza Krwi Chrystusa?
MISJE
DZISIAJ - TENDENCJE
Robert J. Schreiter, C.PP.S.
„Misjonarz” był zawsze tytułem C.PP.S. w oficjalnej łacinie, i używaliśmy go prawie wszędzie jako części naszego imienia. Bardziej ważną rzeczą natomiast jest, że stanowi on część naszej wspólnej tożsamości, która sięga samego Założyciela.
W naszej historii bycie misjonarzem oznaczało cały szereg rozmaitych rzeczy. Nie powinno to dziwić w przypadku Stowarzyszenia Życia Apostolskiego, którego apostolat został tak silnie związany ze służbą Słowa. Gdy zmieniały się metody („jak”) oraz okoliczności („gdzie”) przy pomocy których i w których należało głosić przesłanie Ewangelii, zmieniał się też charakter naszej pracy w służbie Kościoła.
Wraz z upływem czasu zmieniały się nie tylko potrzeby kościoła lokalnego w różnorodnych krajach, w których pracujemy. Samo rozumienie własnej misji Kościoła przeżyło swój rozwój w dwudziestym wieku, a szczególnie podczas Soboru Watykańskiego II i w nauczaniu papieży Pawła VI i Jana Pawła II. Zwięźle można by to przesunięcie ująć w następujący sposób: Kościół przeszedł ewolucję od bycia Kościołem, który posiadał misje jako część własnej aktywności do Kościoła będącego misją. Cały Kościół jest sam w sobie misyjny, jak to czytamy w Ad gentes, Dekrecie o Misyjnej Działalności Kościoła.
Zamiarem tego artykułu jest dokonać przeglądu różnorodnych sposobów misyjności Kościoła i zobaczyć do jakiego stopnia C.PP.S. przystają do nich. Jak już wyżej powiedziano C.PP.S. byli w ciągu swojej historii misjonarzami na różne sposoby i możemy antycypować teraz pojawiające się przed nami nowe wyzwania na przyszłość w kierunku której zdążamy.
Chciałbym zasugerować pięć dróg, pięć sposobów misyjności Kościoła. Następnie chcę pokazać jak C.PP.S. uczestniczyli w każdej z nich w takim stopniu, że przejęli oni tę formę misji. W zakończeniu chcę spojrzeć w przyszłość.
Sposoby bycia misjonarzem
Papież Jan Paweł II przypomina nam w Encyklice Redemptionis missio, że nasz udział w dziele ewangelizacyjnym Ducha Świętego może wyrażać się w różnych formach działalności. Oto poniżej pięć spośród wielu sposobów dzięki którym uczestniczymy w tym zbawczym dziele:
- misja jako pierwsza ewangelizacja
- misja jako nowa ewangelizacja
- misja jako budowanie Kościoła
- misja jako odpowiedź na potrzeby Kościoła lokalnego
- misja jako udział w charyzmacie C.PP.S.
Misja jako Pierwsza Ewangelizacja
Pierwsza ewangelizacja jest dla wielu ludzi pierwszorzędną formą misji. Idąc za poruszającymi słowami z końca Ewangelii Mateusza, misjonarze «idą więc i nauczają wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.» (Mt 28,19). Oto obraz misjonarza wyruszającego w odległe kraje, niosącego Dobrą Nowinę tam gdzie nie była ona nigdy głoszona, nawracający tych, którzy ją słyszą. Doświadczenie gwałtownego rozwoju Kościoła w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, spowodowanego dziełem pierwszej ewangelizacji nadało temu obrazowi jeszcze większej mocy.
Papież Jan Paweł II daje tej formie ewangelizacji uprzywilejowane miejsce w swoich encyklikach ale stwierdza równocześnie, że istnieją też inne formy ewangelizacji. I to jest właśnie ten problem, ponieważ jak wiemy wiele krajów, w których Ewangelia mogłaby być wciąż głoszona i to dopiero po raz pierwszy, uniemożliwiło wejście chrześcijańskich misjonarzy (są to liczne kraje muzułmańskie i buddyjskie oraz pozostałe jeszcze kraje komunistyczne). Możliwości dla przeprowadzenia pierwszej ewangelizacji są właściwie niwielkie.
C.PP.S. są bezpośrednio zaangażowani w ten rodzaj ewangelizacji w Brazylii i w Tanzanii, gdzie udało się im doprowadzić do wiary wielu ludzi. Do pewnego stopnia jest ona też możliwa w Indiach, chociaż zabronione jest tam bezpośrednie nawracanie. O. John Bosco naświetla znaczenie tego faktu w swoim artykule, poświęconym temu tematowi.
Misja jako Nowa Ewangelizacja
Papież Jan Paweł II wezwał do „Nowej Ewangelizacji” świata na progu trzeciego tysiąclecia wiary chrześcijańskiej. Nowa Ewangelizacja jest odnowieniem wiary wśród chrześcijan i w społeczeństwach, w których oni żyją. Jest wyjściem ku tym, którzy porzucili Kościół albo nie działają w nim aktywnie.
Ten właśnie rodzaj misji był inspiracją poczynań Św. Kaspra na rzecz zjednoczenia małej grupki, która później stała się C.PP.S. Może bardziej niż każdy inny, ten właśnie rodzaj misji, ukierunkowanej na odnowę wiary chrześcijańskiej, stał się prawdziwie centralnym elementem tożsamości C.PP.S. Charakteryzuje on sposób w jaki wielu, a może większość C.PP.S., jest dzisiaj misjonarzami.
Misja jako budowanie Kościoła
Ta forma misji charakteryzuje się tym, że ludzie pozostawiają swoją ojczystą ziemię aby pomagać nowym kościołom lokalnym osadzać się w innych miejscach. Ten rodzaj misjonarzy często musi często znosić trudy większe niż misjonarze zaangażowani w pierwszą ewangelizację.
Przeniesienie się misjonarzy C.PP.S. z Europy do Ameryki Północnej w dziewiętnastym wieku stanowi wymowny przykład takiej formy misjonarzowania. C.PP.S. dali odpowiedź na potrzeby nowego kościoła na tym kontynencie poprzez niesienie pomocy zwłaszcza niemieckim i włoskim emigrantom. W miarę upływu czasu i konsolidowania się lokalnego kościoła misjonarze wyruszali dalej albo też koncentrowali się na nowych potrzebach miejscowego kościoła, czy wreszcie doglądali jego stałego odnawiania się.
Misja jako odpowiedź na potrzeby Kościoła lokalnego
W tej formie misji chodzi o odpowiedź jednego kościoła lokalnego na potrzeby innego kościoła lokalnego. Tak stało się po Drugiej Wojnie Światowej, kiedy to Papież Pius XII zwrócił się z prośbą do Kościoła Ameryki Północnej, aby ten wysłał misjonarzy do Ameryki Łacińskiej, aby udzielić pomocy i wzmocnić tym samym tamtejszy Kościół w zewnętrznych przeciwnościach, z którymi się on wówczas borykał. Odpowiedź C.PP.S. polegała na posłaniu misjonarzy najpierw do Chile a później także do Peru. Niewielka liczba miejscowych kapłanów stawiała pod znakiem zapytania istnienie tamtejszego Kościoła. Była to wielkoduszna pomoc braterska, której udzielili wtedy C.PP.S., aby zaradzić istniejącej sytuacji.
Taki sposób bycia misjonarzem będzie bez wątpienia kontynuowany w miarę jak pojawią się nowe potrzeby, a kościół lokalny będzie na tyle wyposażony, by przyjść z pomocą innym, którzy znajdą się w potrzebie.Misja jako udział w charyzmacie C.PP.S.
Istnieją wypadki, że C.PP.S. zostali zaproszeni do innych krajów, albo też że sami się do nich udali nie po to, by sprostać jakimś specyficznym potrzebom, lecz po to, by rozszerzyć zakres wpływów ich własnego charyzmatu. Pozwala to na zakorzenienie się naszego charyzmatu w nowym miejscu i otwiera nowe możliwości zarówno dla lokalnego kościoła jak i dla C.PP.S. Nasze fundacje w Niemczech, Hiszpanii i w Polsce mogą być widziane jako przykład tego rodzaju formy bycia misjonarzem.
Tego rodzaju wysiłki przyniosły wiele pozytywnych rezultatów. Są to działania bardzo typowe wśród instytutów zakonnych, szczególnie tych, które w szczególny sposób koncentrują się na ich własnym życiu wspólnotowym. Istnieje tu jednak ryzyko zagmatwania specyficznego celu życia i działania Stowarzyszenia Życia Apostolskiego jakim jest C.PP.S. Ryzyko polega na tym, że bez zdefiniowania potrzeby jako celu apostolskiego działania, Stowarzyszenie Życia Apostolskiego będzie iść albo w kierunku modelu duchowieństwa diecezjalnego, albo uczyni swoje własne życie wspólnotowe celem działania, jak to czynią instytuty zakonne. Stowarzyszenie Życia Apostolskiego definiuje się poprzez własną misję, jak to zostało już wyżej powiedziane. Życie wspólnotowe i duchowość są ukierunkowane na wspomaganie misji. Wzięte razem, co wielokrotnie i na różne sposoby zostało powiedziane przez Moderatora Generalnego, tworzą one trzy filary, na których zasadza się C.PP.S.
Nie powinno jednak budzić wątpliwości, że również inne formy działalności misjonarskiej niosą ze sobą pewne ryzyko. Na przykład, co czyni wspólnota misjonarska w momencie, gdy zda sobie sprawę, że potrzeba, której miała sprostać została już zaspokojona?
Wskazania na przyszłość
Słowo „misja” oznacza „posłać” albo „być posłanym”. Samym więc sercem działalności misyjnej jest wychodzenie z Dobrą Nowiną. Nasze wychodzenie na zewnątrz odbywa się na różne sposoby: jako przekraczanie granic narodowych czy kulturowych, jako podejmowanie specjalistycznych apostolatów, jako działanie wśród ludzi odmiennych od nas. Ewangelia musi być głoszona tak, by ją można było usłyszeć przez wszystkie te różnorakie grupy ludzi, których potrzeby też zmieniać się wraz z upływem czasu. Będziemy prawdziwie misyjni jako Stowarzyszenie Życia Apostolskiego wtedy, gdy będziemy kontynuować nasze wychodzenie na zewnątrz, do innych, i głosić Ewangelię jak najbardziej wiernie i najodważniej jak tylko nas się da.
FORMOWANIE
PARAFII MISYJNEJ
Thomas
Hemm, C.PP.S.
Św. Kasper i parafia
W latach osiemdziesiątych Wikariat Chilijski podejmował starania bardziej jasnego określenia tożsamości naszej „misjonarskiej” wspólnoty. Zdecydowaliśmy wtedy zmienić nasz tytuł z „Ojcowie” na „Misjonarze” Krwi Chrystusa. Było to wynikiem coraz bardziej rosnącego przekonania że powinniśmy skupiać się na posłudze Słowa, szczególnie przy użyciu takich środków jak misje i rekolekcje. Zaczęliśmy się też zastanawiać czy na skutek naszego silnego związania z pracą parafialną prowincje Ameryki Północnej i jej misje nie przestają przypadkiem żyć misjonarskim charyzmatem św. Kaspra.
Sięgnęliśmy w przeszłość, by przypomnieć sobie odpowiedź jakiej udzieliła nasza Wspólnota na wezwanie biskupa Cincinnati w połowie naszego stulecia. Czy Francis de Sales Brunner sprowadził nas z właściwej nam drogi odpowiadając wtedy na wezwanie biskupa? Św. Kasper wyraźnie unikał zaangażowania w pracę parafialną po to, by zachować członków wspólnoty wolnymi od takich zobowiązań, aby mieć możliwość realizacji specyficznie misjonarskiego dzieła Instytutu.
Starałem sobie jednak wyobrazić rodzaj „parafii”, której św. Kasper nie chciał obsadzić swoimi ludźmi. Czy jest możliwe, że posoborowy model parafii różni się diametralnie od typowej parafii w dziewiętnastowiecznym Państwie Papieskim? Jaka mogłaby być odpowiedź św. Kaspra w przypadku parafii naszych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych?
Refleksja nad tą kwestią prowadziła mnie do formułowania kolejnych pytań: Czy znana nam współczesna parafia katolicka różni się zasadniczo o wyżej wspomnianych dlatego właśnie, że św. Kasper i inni podobni mu misjonarze przeprowadzili pewną reformę? Nawet jeśli św. Kasper nie skoncentrował swoich energii na przekształcaniu parafii, to jednak zapoczątkowane przez niego misyjne dzieło rekolekcji przyniosło wzrost świadomości, że to właśnie z samego wnętrza parafii wydobywa się wołanie potrzeb o charakterze misyjnym.
Parafia od czasu Soboru Watykańskiego II
Wraz z Soborem Watykańskim II misja stała się integralną częścią samoświadomości Kościoła. To czym jest w sobie posoborowa parafia to jest misja. Proszę zwrócić uwagę na ducha poniżej przytoczonych wyjątków z dokumentów soborowych:
«Poza tym duszpasterstwo winno być zawsze nacechowane duchem misyjnym, tak żeby z odpowiedni sposób rozciągało się na wszystkich przebywających w parafii» (Christus Dominus, 30).
«Parafia dostarcza naocznego przykładu apostolstwa wspólnotowego przez to, gromadząc w jedno wszelkie występujące w jej obrębie różnorakie właściwości ludzkie i wszczepiając je w powszechność Kościoła. Niech świeccy przyzwyczajają się ... współpracować w miarę sił we wszystkich poczynaniach apostolskich i misyjnych swojej kościelnej rodziny» (Apostolicam actuositatem, 10).
«Lokalna wspólnota nie może się troszczyć tylko o swoich wiernych, lecz pełna gorliwości misyjnej winna przygotowywać wszystkim ludziom drogę do Chrystusa» (Presbyterorum ordinis, 6).
Laikat i misja
Jest jednak pewna linia rozwoju przeprowadzona przez Sobór, która mogła umknąć uwadze św. Kaspra, by tak powiedzieć. Mógłby on mianowicie być zaskoczony tym, że fundamentalna odpowiedzialność misyjna, uprzednio zarezerwowana dla hierarchii, pozostaje obecnie w gestii każdego ochrzczonego naśladowcy Chrystusa.
W posynodalnej adhortacji poświęconej świeckim, Papież Jaan Paweł II wskazuje na to głęboko idące przesunięcie akcentów, gdy pisze, że powołanie misyjne
« ... dotyczy nie tylko biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic, ale wszystkich, także świeckich, których Bóg wzywa osobiście, powierzając im do spełnienia misję w Kościele i w świecie ... Szczególnie wspaniałe wypowiedzi na temat natury, godności, duchowości, misji i odpowiedzialności świeckich zawierają się w przebogatej spuściźnie doktrynalnej, duchowej i pasterskiej Soboru ... Sam bowiem Pan przez ten Sobór święty zaprasza ponownie wszystkich świeckich, by z każdym dniem coraz ściślej się z Nim jednoczyli, a uważając Jego sprawę za swoją własną (por. Flp 2,5), zespalali się w Jego zbawczym posłannictwie; wysyła On ich znowu do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam ma przyjść (por. Łk 10,1)» (Christifideles laici, 2)
Uprzywilejowany status świeckich w posoborowej parafii misyjnej stanowi niewątpliwie wyzwanie dla osób powołanych do kierowania duszpasterstwem. W rzeczy samej może się on stać jednym z najbardziej znaczących wyzwań jakie pojawiają się przed instytutem takim jak nasz, w momencie gdy wkraczamy w trzecie tysiąclecie. W parafii o bardziej tradycyjnym charakterze duchowni byli odpowiedzialni za misje a świeccy towarzyszyli im zagranicą jako pomoc. We współczesnej parafii misyjnej role zostały odwrócone.
Ten rodzaj zmiany został odzwierciedlony w Określeniu Misji Prowincji Cincinnati. Jednym z priorytetów, który dostrzegamy, jest konieczność wypełniania naszej misji poprzez «wydobywanie na światło dzienne darów ludzi świeckich i współpracę z nimi ».
Taka zmiana wymaga jednak ze strony odpowiedzialnych za duszpasterstwo przesunięcie w ramach ich własnej samoświadomości. Podczas gdy powszechne kapłaństwo wiernych pozostaje jasno odróżnione od kapłaństwa ministerialnego, to jednak
«wymaga od pasterzy, by traktowali swój urząd nie inaczej, jak tylko jako służbę wobec całego Ludu Bożego (Hbr 5,1) » (Christifideles laici, 22.3).
Kierowanie parafią misyjną
W moim posługiwaniu duszpasterskim często starałem się budować tę nową samoświadomość, przywołując sobie w pamięci pełne radości i uwielbienia słowa Jezusa kontemplującego dary jakie Bóg złożył przede wszystkim w „maluczkich” (por. Łk 10,21). Stwierdzam, iż zamiast uważać siebie za tego, który kieruje, widzę siebie jako kogoś kto jest wezwany do bycia uprzywilejowanym świadkiem działania Ducha Świętego.
Wpadła mi ostatnio w ręce książka Howard Friend’a, która stała się cenną pomocą w przeprowadzeniu refleksji na temat sposobów formowania parafii misyjnej. Książka jest zatytułowana “Odzyskiwanie świętego centrum. Odnowa Kościoła od wewnątrz i na zewnątrz” (Recovering the Sacred Center. Church Renewal from the Inside Out; Judson Press 1998). Autor, używając jednej z pomocnych metafor, porównuje tak zwaną tradycyjną parafię do towarzystwa lotniczego:
«Linie lotnicze starają się namówić jak najwięcej pasażerów do ograniczonej liczby miejsc, na ograniczoną ilość lotów zaplanowanych na ograniczoną liczbę kierunków. Jeżeli miejsce, do którego chcesz się udać nie znajduje się na liście, to nie bierzesz tej linii lotniczej» (str. 87).
Parafia misyjna jest mniej więcej jak port lotniczy. Tu wszyscy są pilotami i podejmują inicjatywy zgodnie z ich chrzcielnym powołaniem. Friend kontynuuje:
«Z drugiej strony port lotniczy stara się zapewnić bezpieczne miejsce dla optymalnej liczby startów i lądowań, dla zarówno wielkich jak i małych maszyn do różnych miejsc przeznaczenia. Miejsca przeznaczenia są określone przez kierowników lotów ... dlatego też jako kierujący duszpasterstwem stajemy się bardziej podobni do kontrolerów ruchu lotniczego niż do pilotów» (jak wyżej).
Zakończenie
Chciałbym teraz, na zakończenie podsumować to, co dotychczas powiedziałem sugerując, że podczas gdy głoszenie misji i rekolekcji pozostanie zawsze uprzywilejowaną częścią naszego apostolatu, to równocześnie misjonarski charyzmat św. Kaspra ofiarować będzie wielce potrzebny wkład w formowanie parafii misyjnej.
W posynodalnym dokumencie poświęconym Kościołowi w Ameryce Papież Jan Paweł II opisał tę potrzebę jako na nowo pilną:
«Ten rodzaj odnowionej parafii domaga się jako jej przewodnika proboszcza, który posiada głębokie doświadczenie żyjącego Chrystusa, ducha misyjnego, ojcowskie serce, który jest zdolny promować życie duchowe, głosząc Ewangelię i promując współpracę. Odnowiona parafia potrzebuje współpracy ludzi świeckich, a zatem dyrektora działalności duszpasterskiej i proboszcza, który jest w stanie pracować z innymi. Parafie w Ameryce powinny odróżniać się poprzez ich ducha misyjnego, ducha, który prowadzi je ku tym, którzy są daleko» (Ecclesia in America, 41).
Jestem przekonany, że św. Kasper zgodziłby się na takie postawienie sprawy. Niewykluczone, że jesteśmy dziś świadkami nowej fazy jego własnych marzeń:
«Przychodzi mi czasami na myśl widok tłum robotników, którzy krok po kroku przemierzają okrąg ziemi ze świętym kielichem Odkupienia ... ‘czyniąc pokój przez Krew’» (z Listu do Monsignor Bellisario Cristaldi, 22 maja 1826).
ZAKłADANIE
NOWEJ MISJI
Willi
Klein, C.PP.S.
Wstęp
Kiedy to Prowincjał, o. Anton Loipfinger, zaprosił mnie do wzięcia udziału w obchodach stulecia ASC w Banja Luka w Bośni, w 1979 roku, nikt w Prowincji nawet nie myślał (nikomu w prowincji nie przyszłoby na myśl), że kiedykolwiek osadzą się tam C.PP.S. Pomimo braku znajomości języka ciepło ludzkie i głęboka wiara braci i sióstr – chrześcijan tam mieszkających, cierpiących pod jarzmem komunistycznego i nacjonalistycznego prześladowania – wywarło na mnie bardzo wielkie wrażenie.
W następnych latach prowadziłem szereg różnych rekolekcji i dni skupienia dla sióstr ASC i dla tamtejszej młodzieży. Powoli zaczęła się wykluwać idea założenia tam misji, aż w końcu w 1987 roku biskup Banja Luka poprosił naszego Moderatora Generalnego, aby posłał misjonarzy do jego diecezji.
Ekspansja naszego Zgromadzenia w przeszłości
Nasze Zgromadzenie posiada bogaty zasób doświadczeń związanych z zakładaniem misji na nowych terenach oraz z postaciami członków, którzy stali się założycieli misji. Wiele fundacji było początkiem dalszej ekspansji Zgromadzenia, inne zostały z czasem, prędzej czy później, porzucone.
Francis De Sales Brunner przeprowadził swoją pierwszą fundację w Löwenberg w Szwajcarii, w 1839, a później w Alzacji, we Francji. Atmosfera wrogości wobec Kościoła, wysiłki misyjne Brunner’a i zaproszenie pochodzące od biskupa Cincinnati pchnęły go do założenia domu w St. Alphonsus w Peru, w Ohio i stamtąd Prowincji Północnoamerykańskich.
W poszukiwaniu dobrej pozycji wyjściowej, wsparcia ze strony swojej rodzinnej Europy, Brunner przybył w roku 1858 do Schellenberg w Lichtenstein. To tam właśnie, w roku 1911, rozpoczęła się ekspansja Zgromadzenia na kraje strefy języka niemieckiego.
Darowizna Casa del Sol doprowadziła do założenia domu w Caceres w Hiszpanii przez Bartolomeo Corradini. Był to rok 1898. Taki był początek Prowincji Iberyjskiej.
Eduardo Ricciardelli i Pasquale Renzullo udali się do Chicago w 1904 roku, aby podjąć się opieki duszpasterskiej nad emigrantami włoskimi. Tak narodziła się Prowincja Atlantycka.
Na skutek sugestii pochodzącej z Watykańskiej „Propaganda Fide”, Mark Schaawalder rozpoczął w roku 1930 pracę w Porto de Moz na Amazonce, w Brazylii. Jego współbrat Johann Rinderer umarł wkrótce po przybyciu do „zielonego piekła” z powodu żółtej febry. To był początek Wikariatu Brazylijskiego.
Ojciec John Marling, Prowincjał Północnej Ameryki odbył pięciotygodniową podróż przez Amerykę Południową i idąc za ustaleniami „Propaganda Fide” John Wilson i John Kostik przybyli do Santiago de Chile w 1947, dając początek temu, co stało się później Wikariatem Chilijskim.
Na prośbę biskupów peruwiańskich i „Propaganda Fide” rozpoczęto misję w Peru po tym jak Paul Buehler przybył do Limy w 1962 roku.
Paul Aumen zaczął pracować w Guatemala City w 1975 roku. W konsekwecji, w roku 1985, założona została Misja Guatemalska.
Pragnąc rozprzestrzeniać charyzmat św. Kaspra w Europie Wszchodniej, po przyjęciu zaproszenia od Sióstr ASC w Polsce, Winfried Wermter rozpoczął w roku 1983 pracę w Częstochowie, w Polsce, i w taki sposób zapoczątkowane zostało to, co stało się później Wikariatem Polskim.
Nowy duch misjonarski w Prowincji Włoskiej oraz wiele rekonesansowych podróży i dyskusji z biskupami odwiedzanych miejsc doprowadziły do założenia misji w Manyoni, w Tanzanii w 1966 roku i w Bangalore w Indii, w 1989. Oba te przedsięwzięcia były prowadzone przez Giuseppe Montenegro.
Ten krótki przegląd historyczny pozwala nam dostrzec różnorodność przyczyn, które stanowiły o rozprzestrzenianiu się naszego Zgromadzenia: polecenie samego Jezusa, misjonarski zryw naszych współbraci, gorące pragnienie rozpowszechniania w Kościele charyzmatu św. Kaspra, zabieganie o nowe powołania, konkretne potrzeby lokalnego Kościoła, otwarcie się na działanie Ducha Świętego, który prowadzi nas Jemu tylko znanymi drogami. Równocześnie jest to także historyczny zapis napotykanych trudności i słabości ludzkiej, historia wielkich poświęceń jednostek i prowincji.
Naznaczony porażką początek w Jugosławii: 1988 – 1992
Wyżsi Przełożeni naszego Zgromadzenia zatwierdzili w lipcu 1988 „Kryteria zakładania misji – delegatury i erygowania wikariatu czy prowincji” . W dokumencie tym czytamy:
«Ustanowienie przyszłej misji – delegatury musi być przeprowadzone przez prowincję, i nie może być wynikiem osobistej inicjatywy pojedynczego członka. Oznacza to, że 1) w przyszłej misji – delegaturze będzie pracował więcej niż jeden ostatecznie wcielony do prowincji członek, i że 2) dzieło to znajdzie poparcie znacznej większości członków prowincji ».
Praca w Jugosławii miała od samego początku jeden słaby punkt. Moderator Generalny wydał zgodę na założenie misji w Jugosławii, co było konsekwencją decyzji uzyskanej w kwietniu 1988 głosami przeważającej większości członków Prowincji Niemieckiej, ale pracę rozpocząłem samotnie.
Moją misyjną działalność rozpocząłem na jesień 1988 w diecezji Banja Luka w Bośni, prowadząc rekolekcje i dni skupienia, oraz budując – z pomocą sióstr ASC i tamtejszych księży diecezjalnych – dom misyjny w Nova Topola. Zaczęli się pojawiać miejscowi kandydaci, którzy potrzebowali formacji, ale już także pracowali razem ze mną. Nie było to łatwe, ponieważ nie miałem tam legalnej rezydencji, a to co robiłem było wyraźnie i jasno zabronione przez miejscowe władze. Taka sytuacja trwała cztery lata. Założyłem w Zagrzebiu drugi dom, przeznaczony dla kandydatów do formacji – i tym razem nielegalnie ale z arcybiskupim błogosławieństwem.
Trudności z kandydatami, wybuch wojny w 1991 oraz zakrojona na szeroką skalę praca pomocy dla uchodźców dały mi się we znaki. Mój prowincjał, o. Josef Epping przeniósł mnie altem 1992 roku do Schellenberg w Lichtenstein. Miałem odpocząć i nabrać sił. Nasz dom misyjny w Nova Topola został zniszczony, dom w Zagrzebiu został dany siostrom ASC, które straciły wiele domów w Bośni.
Następne lata przyniosły dla mnie i dla zarządu prowincjalnego sporą dozę niepewności czy rozpoczęte tam dzieło może być dalej prowadzone.
Drugi początek „Delegatury Chorwackiej”
Od tamtego czasu wojna stworzyła nową sytuację polityczną: Słowenia, Chorwacja, Bośnia – Hercegowina i Macedonia stały się niezależnymi państwami. Wikariat Polski ogłosił, że by przygotowany do wysłania misjonarzy do Chorwacji, a Kapituła Prowincjalna 1998 podjęła decyzję kontynuowania tego dzieła.
Poza Dyrektorem Delegatury Wikariat Polski posyłał kapłana do pracy w charakterze kierownika formacji oraz jednego brata współpracownika i jednego seminarzystę. Towarzyszył im też jeden seminarzysta chorwacki, który zakończył trzy lata formacji w Polsce. Będą też z nami pracowały dwie Siostry MSC z Polski. Kandydaci z Chorwacji mają odbywać swoją formację zarówno w Polskim Wikariacie jak i w samej Chorwacji. Na początek na nowo zajmiemy nasz dom w Zagrzebiu, ponieważ siostry ASC już go nie potrzebują.
We wspomnianych już wyżej «Kryteriach» stwierdza się:
«W rejonie muszą istnieć wyraźne potrzeby apostolskie, by możliwe było realizowanie charyzmatu naszego Zgromadzenia jako ‘służba Kościołowi poprzez apostolskie i misjonarskie głoszenie Słowa Bożego’ (C 3)».
Postawiony w 1988 roku cel pozostał niezmieniony, to znaczy: stanąć przy miejscu pęknięcia, tam gdzie przez całe stulecia Kościół Łaciński i Prawosławny oraz rozmaite interesy polityczne wzajemnie się ze sobą ścierały, po to, by dawać odpowiedź na wołanie Krwi. Pomimo to potrzeba było nowej orientacji, opierającej się na «Kryteriach» i biorącej pod uwagę nową sytuację polityczną. Nawiązaliśmy kontakty z kilkoma biskupami z tamtego terenu, a w międzyczasie dojrzała decyzja założenia domu misyjnego w Ludbreg w Chorwacji. Ludbreg jest Sanktuarium poświęconym Krwi Chrystusa, i udają się do niego nawet spore rzesze ludzi. Miejscowy biskup z Varazdin udzielił swojej zgody i napisał nam:
«Jeżeli Bóg wybrał Ludbreg jako miejsce ma się oddawać cześć Krwi Chrystusa w szczególny sposób ... trzeba zatem, by Kościół, ze swojej strony, dołożył wszelkich starań w celu uczynienia z Ludbreg duchowego centrum i miejsca duchowej odnowy dla diecezji Varazdin i dla całej ojczystej ziemi chorwackiej» (List z 10 lipca 1998).
Pragniemy być w stanie dokonać tego z pomocą Bożą i wsparci przez prowincję niemiecką, i to nie tylko dla Chorwacji ale też poza jej granicami.
Być
MISJONARZEM W KRAJU NIECHRZEśCIJAńSKIM
John Bosco,
C.PP.S.
Wstęp
«W wieku, który charakteryzuje się globalizacją problemów i powrotem do idoli nacjonalizmu, instytuty międzynarodowe są w szczególny sposób wezwane do podtrzymywania i do składania świadectwa poczuciu komunii pomiędzy ludami, rasami i kulturami »
Tymi słowami Papieża Jana Pawła II chciałbym rozpocząć te refleksje, które są rodzajem dzielenia się częścią mojego siedmioletniego doświadczenia pracy misjonarskiej w niechrześcijańskim kraju, który nazywa się Indie.
Pierwsza ewangelizacja Indii
Tradycja podaje, że św. Tomasz Apostoł był tym, który pierwszy przyniósł chrześcijaństwo do Indii w 52 roku po Chrystusie. Nie istnieje jednak żadna dokumentacja historyczna istnienia chrześcijaństwa przed ustanowieniem Kościoła Syryjskiego na wybrzeżu Malabaru w trzecim wieku. Cała pozostała część Indii musiała czekać na Ewangelię aż do czasu adwentu portugalskiego w 1498 roku.
W ewangelizacji Indii użyte zostały trzy różne metody misjonarskie.
Pierwsza, którą można by nazwać metodą portugalską, polegała na użyciu surowych metod prozelityzmu opartego na przekonaniu, że ten, kto podbija ziemię zapewnia sobie prawo do określenia jaka ma być religia jego poddanych. Metoda ta zawierała też w sobie element negatywnej propagandy, skierowanej przeciw rodzimym religiom i kulturom. W momencie nawrócenia na chrześcijaństwo należało przyjąć portugalskie imię, sposób ubierania się i zwyczaje.
Jezuita Robert de Nobili przybył do Indii w roku 1606. Radykalna decyzja jaką podjął polegała na przyjęciu tubylczego stylu życia i kultury. Wyrażał on Ewangelię w terminach właściwych kulturze Hindu, aby kasta Hindu nie odbierała chrześcijaństwa jako na ich przez wieki wypracowany sposób życia. Nabył on biegłości w Tamil i w Sanskrycie, przyjął stój, sposób odżywiania się i zwyczaje społeczne Braminów.
W końcu dziewiętnastego wieku misjonarze jezuici Constant Lievens i Johannes Baptist Hoffmann przybyli do Chotanagpur. Obaj oni szybko zdali sobie sprawę, że ludzie ze szczepów byli wykorzystywani przez właścicieli majątków ziemskich i ludzi zajmujących się pożyczaniem pieniędzy. Studiowali oni i walczyli ze złem ucisku i wyzysku poprzez zakładanie spółdzielni rolniczych, pozyskując w ten sposób wielu tubylców dla Chrystusa.
W kraju takim jak Indie, z tyloma religiami i tyloma biednymi ludźmi, ażeby rzeczywiście móc skutecznie ewangelizować potrzebna byłaby kombinacja metod de Nobili oraz Lievens’a i Hoffmann’a.
Dzisiaj w Indiach ok. 3% ludności to chrześcijanie. Ocenia się, że większość chrześcijan to ludzie bardzo biedni, a nie rzadko uznawani za wyrzutki systemu kastowego.
Ewangelizacja w dzisiejszych Indiach
Można wyróżnić pięć tendencji we współczesnej chrześcijańskiej działalności misyjnej w Indiach.
1. Ewangelizacja jako wyzwolenie
W kontekście wyzysku, dyskryminacji i niesprawiedliwości, wyzwolenie i ruchy wolnościowe mające na uwadze integralny rozwój jednostki i społeczeństwa są uważane za istotną część ewangelizacji. W naszej parafii poświęcamy się rozwojowi integralnemu z użyciem wszystkich naszych zasobów, zarówno ludzkich jak i materialnych.
2. Ewangelizacja jako dialog
Indie, z całą swoją bogatą gamą tradycji religijnych i mądrości duchowej sprawiły, że Kościół nawołuje do poważnego dialogu z tymi tradycjami religijnymi i z ludźmi, którzy z nich się wywodzą.
Mamy około dziesięciu świątyń Hindu, jeden meczet i jedną świątynię buddyjską na terytorium naszej parafii. Odbyłem już spotkania z przywódcami religijnymi tych świątyń. Wydało się, że byli oni bardzo zadowoleni ze spotkania ze mną, a od tamtego czasu łączą nas bardzo dobre stosunki. Mam zamiar w niedługim czasie zorganizować spotkanie i zaprosić na nie wszystkich przełożonych niechrześcijańskich wspólniot religijnych z terenu naszej parafii. Będąc mniejszością religijną, jako przedstawiciel chrześcijan mam wiele do czynienia z małżeństwami mieszanymi. Trzeba też dodać, że każdego roku mamy w naszej parafii od trzech do pięciu rodzin Hindu, które nawracają się na katolicyzm. Kiedy odbywam wizytę wśród moich parafian, również wiele rodzin Hindu prosi mnie, abym pobłogosławił ich domy. Jest to jasny dowód wielkiego szacunku, jaki posiadają dla naszej religii.
3. Ewangelizacja jako inkulturacja
Jedną z większych trudności stanowi na jakie napotyka Kościół w Indiach jest jego zachodni model. Aby pokonać tę przeszkodę Kościół w Indiach musiał na poważnie poddać się procesowi własnej inkulturacji we wszystkich aspektach swojego życia, w ramach społeczno-ekonomicznej sytuacji kraju.
Jest to dla nas, którzy włączeni jesteśmy proces ewangelizacji Indii, jedno z ważnych zadań do wykonania.
4. Ewangelizacja w chrześcijańskim aśramie
Monastyczny styl życia hinduskiego aśramu ma kluczowe znaczenie w procesie ewangelizacji. Aśramy chrześcijańskie, ukształtowane według modelu indyjskich aśramów, mogą stać się centrami mądrości duchowej i otuchy, które mogą przyciągać ludzi rzeczywiście poszukujących prawdy i światła. Aśramy chrześcijańske nie stanowią zagrożenia dla tych z nas, którzy wyrośli w tradycjach religijnych Hindu.
5. Ewangelizacja i ekumenizm
W duchu Soboru Watykańskiego II Ogólno-indyjskie Seminarium postanowiło (All-India Seminar) co następuje:
«Zobowiązujemy się uczynić wszystko, co jest w naszej mocy, aby popierać ruch ekumeniczny, poprzez studium, działania społeczne i sprawowanie kultu i ten sposób sprawić, że wszyscy, którzy uznają Chrystusa jako Pana i Zbawiciela rzeczywiście mogą stanowić jedno z Nim. Wszystko, co możemy uczynić razem nie powinniśmy czynić oddzielnie».
Na terytorium mojej parafii znajduje się dziesięć kościołów protestanckich. Dwudziestego grudnia ubiegłego roku zaprosiłem pastorów z wszystkich tych kościołów na małe spotkanie w naszej plebanii. Na zakończenie zorganizowałem przyjacielski posiłek dla wszystkich pastorów. W tym roku, z okazji naszego święta patrona naszej parafii św. Pawła (24 stycznia) znów zaprosiłem wszystkich pastorów i zorganizowałem nabożeństwo o jedność chrześcijan. Wszyscy pastorzy wygłosili krótkie przemówienia, w których wyrazili też wielką radość z tego rodzaju wzajemnych spotkań.
Zakończenie
Ewangelizacja przybiera w Kościele różne formy, a w kraju takim jak Indie formy całkiem szczególne. Nieść Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa po ziemi tylu religii i tylu ludzi żyjących w biedzie i nędzy jest zarówno trudnym wyzwaniem jak też źródłem radości. To, co robimy w naszej parafii to właśnie usiłowanie osiągnięcia wszystkich tych różnorodnych sposobów ewangelizowania.
Być
MISJONARZEM PRZEZ CałE żYCIE
Fritz Tschol, C.PP.S.
Wezwany do bycia misjonarzem
Było to 26 stycznia 1957 roku. Prowincjał, o. Josef Mueller, wezwał mnie do swojego biura. Kiedy je opuszczałem kilka minut później decyzja już zapadła: miałem jechać do Misji Xingu. Misjonarz, który wybiera się do dziwnego, nieznanego świata wywołuje u wielu ludzi zdumienie i podziw. Jego wyjazd świętuje się uroczyście w seminarium i w rodzinnej parafii. Jezus wezwał do siebie tych, których sam chciał (por. Łk 6,13) – nie tych najlepszych, nie najmocniejszych, ale tych, których sam chciał. «Nie wyście Mnie wybrali, ale ja was wybrałem» (J 15,16). I tylko On wie dlaczego.
Byłem gotowy do drogi. Miałem wypłynąć z Hamburga w końcu listopada 1957 roku. Tuż przed zaokrętowaniem cały plan podróży uległ zmianie. Miałem teraz wypłynąć z Rotterdamu, na początku grudnia. Mój odjazd z domu wypadł 3 grudnia, w liturgiczne wspomnienie św. Franciszka Ksawerego, patrona misjonarzy. Zbieg okoliczności? Tej nocy spadł pierwszy śnieg, pokrywając górę i dolinę bielą. Mimo całej niepewności co do tego co mnie czeka w dziwnym świecie, stan mojego ducha był taki, jakby Pan mówił do mnie: chodź, zaufaj Mi, jestem z tobą.
W Wigilię Bożego Narodzenia, 24 grudnia 1957 roku przybyłem do Belém – Betlejem. Natychmiast, o północy, odprawiłem w asyście starego służącego moją pierwszą Mszę św. w naszej misji, w naszym starym domu misyjnym,. Boże Narodzenie – Dziecię się nam narodziło. Misja – przygotowanie Panu drogi w sercach ludzkich. Następnie trzydniowa podróż statkiem w górę rzeki Amazonka i rzeki Xingů, a później jeszcze następnych pięćdziesiąt kilometrów wyboistej drogi przez dżunglę, w środku nocy. Ciężarówka zablokowała się rzadkim błocie. Po długiej podróży pieszo dotarłem do Altamiry. Misja przychodzi do ludzi - «Idźcie na cały świat». W naszej rozległej Misji Xingu praca wciąż polega na „wyjściu”, czy to z pomocą jeep’a czy też łodzi, do odległych osad w głębi lądu Transamazon albo też w kierunku osad przybrzeżnych położonych wzdłuż tysiąc metrowej długości tropikalnego obszaru rzecznego.
Stawanie się misjonarzem
Pierwszym wielkim zadaniem, jakie masz do wykonania jako młody misjonarz, jest konieczność nauczenia się obcego języka, odnalezienie drogi do obcej ci kultury. Stawiasz twoje „pierwsze kroki” – jak małe dziecko – nie będąc zrozumianym a będąc niezdolnym do wyrażenia tego, co chcesz powiedzieć. Przez pięć miesięcy potykałem się w moich kazaniach aż wreszcie pewnego dnia prosty robotnik z pola powiedział, że dzisiaj zrozumiał po raz pierwszy to, co chciałem powiedzieć.
Musicie przyjąć sposób życia i zwyczaje innej kultury, pozostawiając na boku jakiekolwiek europejskie poczucie wyższości. Natomiast coraz pełniej żyć kulturą tych ludzi, nabywać coraz głębszego jej poznania i znajdywać w niej rzeczy dobre. Św. Paweł stał się „wszystkim dla wszystkich” (1 Kor 9, 22) – Żydów, pogan , słabych.
W naszej misji nie możemy uniknąć codziennej konfrontacji z ubóstwem, chorobą i cierpieniem. Nigdy nie wolno nam zamknąć serca na niekończące się ubóstwo i potrzeby wielu. Są oni głodni pozbawieni najmniejszej szansy rozwoju ich ludzkich zasobów. Nie możemy zamykać naszych drzwi przed tymi, którzy nie mają stałego dachu nad głową albo wystarczającego przyodziewka; którzy są chorzy, ponieważ brakuje tutaj podstawowej opieki medycznej; którzy tracą nadzieję w możliwość zatroszczenia się o własne rodziny, ponieważ nie mają żadnego zatrudnienia. To wszystko naciska na nas, przygniata nas i sprawia, że nie mamy spokoju. Odpowiedzialny za taki stan rzeczy jest system ekonomiczny i polityczny, który rozdaje przywileje bogatym i zapędza rzesze biednych do jeszcze większej nędzy. Jest to problem, który znacznie przekracza naszą misję i ogarnia całe kontynenty.
Co z tego wszystkiego jesteśmy w stanie zmienić? Dotkliwie odczuwamy naszą kompletną niemoc – niemoc naszego Pana na Krzyżu. Jako Misjonarze Krwi Chrystusa musimy być właśnie tam, gdzie członki Ciała Chrystusowego są dzisiaj przybijane do krzyża. Poprzez nasze poświęcenie i nasze dzieło musimy być znakami nadziei. Drogocenna Krew Chrystusa jest odkupieniem, zmartwychwstaniem, triumfem nad złem. To miłość i nowe życie – a uczyć się tego musimy od ubogich. Jeżeli Kościół pragnie być wierny Panu, to „musi to być Kościół ubogich” – jak to ujął nasz Papież Jan Paweł II.
Od samego początku byliśmy przekonani o naglącej potrzebie posiadania miejscowego kleru. Już ponad czterdzieści lat temu otworzyliśmy Szkołę Apostolską, rodzaj wstępnego seminarium, umiejscowionego w domu starszych Ojców, którego używano po części także jako kurnik. Pewien człowiek z głębi lądu powierzył mi swojego małego syna, abym się postarał, by został księdzem, lekarzem albo kierowcą ciężarówki. Rzeczy jednak nie są proste. My możemy tylko przygotować grunt pod zasiew. Rozwój i wzrost są w rękach Boga. Mamy za sobą całe lata posiewu, naznaczone rozczarowaniami i niepowodzeniem. Wydaje się, że wszystkie nasze wysiłki zostały zniwelowane przez pogorszenie się sytuacji i frustrację. Idziemy naprzód, modlimy się, i w ręce Boże składamy naszą wielką troskę. «Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na swoje żniwo».
Naszym pierwszym zadaniem, będąc misjonarzami pochodzącymi z „obcych krajów”, jest zaflancować kościół miejscowy i sprawić żeby stanął na własnych nogach. W tym względzie coś się dokonało podczas wszystkich tych lat. Mamy dzisiaj prawie pięciu miejscowych księży diecezjalnych i jednego diakona, który wkrótce zostanie wyświęcony na kapłana. Pełni nadziei oczekujemy powoła do naszego Zgromadzenia. Misja oznacza zdolność czekania. Nie można automatycznie zaplanować rezultatów na określony rok.
Doświadczenia misjonarza
Głębokim doświadczeniem dla mnie jako misjonarza było nasze stworzenie projektu LOTAP (Loteamento Aparecida), który prowadziłem, i którym zarządzałem przez dwadzieścia cztery lata. Misja nie ogranicza się wyłącznie do działalności duszpasterskiej i sakramentalnej w wąskim sensie. Stawia nas też ona przed zadaniami natury społecznej i potrzebami charytatywnymi, których nie planowaliśmy wcześniej. Na skraju miasta Altamira, na skrawku ziemi będącej własnością Prałatury mieliśmy udostępnić dla rodzin w potrzebie ponad 1300 działek. Miała to być impreza przeprowadzana systematycznie, opatrzona planami i dokumentacją prawną w celu uniknięcia inwazji innych i tworzenia się w przyszłości dzikich lokatorów. Dzięki pomocy otrzymanej z Europy mogliśmy wybudować 230 prostych domów dla bardzo biednych rodzin. Oczyszczono płaski podmokły teren z ciężkich krzaków. Dzięki poczynieniu starannych planów udało się otworzyć około 150 pieców do wypalania cegieł. Dziesiątki biednych rodzin wciąż tam jeszcze pracują. Dla większości z nich jest to jedyne źródło dochodu.
Zarządzanie i kierowanie projektem bardzo mnie zbliżyło do tych ludzi. Masz do czynienia ze świętymi i z szubrawcami; z zabójcami i złodziejami; z chorymi i zdrowymi; z analfabetami podobnymi do małych dzieci i z przebiegłymi spekulantami; z prostytutkami i z handlarzami narkotyków. Misja jest wszędzie, ponieważ Pan przyszedł uzdrawiać i szukać tego, co zginęło. «Pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy» (1 Tym 2,4).
Bardzo specjalny rodzaj doświadczenia, jakie miałem przywilej zdobyć w ciągu tych lat był mój bliski kontakt z Indios, z pierwotnymi mieszkańcami naszej misji. Regularnie, raz na dwa tygodnie, odbywałem wizyty i mogłem zatrzymywać się w Aldeia (wioski Indios). Były to wizyty przyjacielskie, poznawanie historii i dramatycznej sytuacji ludzi z tych szczepów. Dla młodego misjonarza ten dziwny, tajemniczy świat dostarczał całego szeregu doświadczeń i przygód: tygodnie podróży przez pustkowia, zatykające dech w piersiach spływy rwącymi rzekami, egzotyczne tańce wokół obozowego ogniska Indios. Wszystko to jednak jest niczym w porównaniu z bolesnym, przeszywającym duszę doświadczeniem, które rodzi się z oglądania na własne oczy tego, co dzisiaj muszą cierpieć pierwotni mieszkańcy Brazylii z rąk tak zwanej „chrześcijańskiej cywilizacji”.
Chciwość, pieniądz, poszukiwanie szlachetnych minerałów i cennych gatunków drewna nie ustępują miejsca prawom dziedziczenia i kulturom, które mają tysiące lat. Przetrwają one jedynie dzięki ich wiekowym tradycjom i dzięki nieustępliwemu stawianiu oporu
A nasza misja? Gdzie jesteśmy - dwaj księża i dwie siostry – na tym gigantycznym terytorium pokrytym dżunglą, na którym rozrzuconych jest ponad osiemnaście szczepów? Kiedy Jezus zobaczył tłumy ogarnęło go współczucie, ponieważ byli «jak owce nie mające pasterza» (Mk 6,34). Nawet takie bolesne doświadczenie, jakim jest brak personelu do pracy na misji, nie zostało nam, misjonarzom, oszczędzone.
W dawnych latach bycie misjonarzem oznaczało łaskę, dar od Boga. Pomimo wszystkich, zarówno szczęśliwych jak też bolesnych doświadczeń jakie niesie ze sobą życie, nigdy nie będziemy mistrzami siebie samych. Jako misjonarze jesteśmy zawsze i tylko uczniami – „discipuloi”. Uczeń (discipulos) idzie śladami mistrza. Poddany ludzkim słabościom i ograniczeniom uczeń nigdy nie przestaje się uczyć, nigdy nie przestaje rozpoczynać na nowo. Wezwanie pójścia za Jezusem zawiera też w sobie zaroszenie do uczestnictwa w prześladowaniu, które On sam musiał przejść i w krzyżu, który On sam musiał nieść. Nie jest uczeń ponad Mistrza. Misjonarz – a ogólnie biorąc każdy ochrzczony – jest posłany „jak owca między wilki” (Mt 10,16).
Bo misja oznacza też ofiarę, prześladowanie i krzyż, niezależnie od formy jaką mogą one przybrać w naszym życiu osobistym.