
| Krew
Pojednania Barry Fischer, C.PP.S. |
| Pojednanie
W Charyzmacie I Duchowości C.PP.S. Robert Schreiter, C.PP.S. |
| Historie
Pojednania Alan Hartway, C.PP.S. |
| Pojednanie
I Sprawiedliwość Społeczna Gennaro Cespites, C.PP.S. |
| Pojednanie
W Parafii Antonio Baus, C.PP.S. |
|
Stając
Się Wspólnotą Pojednania |
Krew
Pojednania
Barry Fischer, C.PP.S.
W roku 1985 Kościół w Chile obchodził „Rok Pojednania”. Zamierzano w ten sposób leczyć wciąż jeszcze otwarte i jątrzące się rany, powstałe na skutek polityczno-społecznego wstrząsu. Byłem wtedy rektorem Szkoły Św. Kaspra i członkiem Archidiecezjalnej Grupy Koordynacyjnej Szkół Katolickich. Poproszono mnie do wzięcia udziału w pracach Komisji Koordynacyjnej, przygotowującej roczny program obchodów. Przypominam sobie jedną z sesji planowania, kiedy to Wikary Generalny popatrzył na mnie i powiedział: «Barry, ty możesz pomóc nam zrozumieć sens pojednania, ponieważ jesteś Misjonarzem Krwi Chrystusa!» Szybko stało się jasne, że mamy do czynienia z pojęciem nie łatwym do zrozumienia, i z pewnością bardzo trudnym do zrealizowania. Pojednanie jest jednym z tych aspektów misji Kościoła, który skupia na sobie coraz większą uwagę dzisiejszego świata. Krew Chrystusa, przelana dla pojednania wszystkiego w Jego Osobie (por. Kol 1,19-20), leży w samym sercu duchowości Krwi.
Co zatem oznacza pojednanie? Będę teraz usiłował dotrzeć do definicji pojednania. Dzisiaj modne są różne fałszywe definicje pojednania. Często ludzie, którzy przez długi czas cierpieli niesprawiedliwość społeczną i przemoc, desperacko domagają się zaprowadzenia pokoju, próbując w ten sposób zapewnić sobie pewien stopień bezpieczeństwa. Czy rzeczywiście jednak prawdziwy pokój może być zbudowany jedynie w oparciu o fizyczną eliminację przeciwników i przestępców? Czy pojednanie, jakiego dokonał Chrystus dzięki Swojej Krwi, jest tylko pokojem cmentarzy? Czy w pojednaniu chodzi o „zapominanie” i o udzielanie daleko idących amnestii, aby oczyścić przestępców ze wszystkich zbrodni jakie popełnili przeciwko ludzkości? Czy pokój jest ekwiwalentem podpisania zawieszenia broni pomiędzy walczącymi krajami albo zwaśnionymi plemionami, które może położy kres wrogim działaniom, ale nie jest w stanie niczego uczynić by rozwiązać stojące za tymi działaniami problemy niesprawiedliwości, które często i w pierwszym rzędzie, były zarzewiem konfliktu? Z pewnością nie. Co zatem oznacza pojednanie?
Wydaje się, że jednym z najlepszych sposobów na zrozumienie pojednania i jego dynamiki jest wyobrażanie go sobie jako przywracanie ludziom i rzeczom właściwych im relacji. Grzech, czy to osobisty, społeczny, czy zinstytucjonalizowany, sieje spustoszenie w ludzkości, wypaczając, uniemożliwiając, a często nawet niszcząc właściwe relacje, zamierzone przez Boga dla naszego świata. Możemy sobie w ten sposób wyobrazić pojednanie na różnych poziomach:
osobistym, na którym jesteśmy we właściwej relacji z Bogiem
wspólnotowym, gdzie przywraca się właściwe relacje z innymi
społecznym, na którym rozwijane są właściwe relacje pomiędzy ludami, rasami, społecznościami
środowiskowym – poprzez powrót do traktowania naszej matki ziemi we właściwy sposób, z szacunkiem.
Tak jak mówi się o tym w Liście do Efezjan (2,13-14):
«Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość».
Już sam symbol krzyża mówi nam o tym pojednaniu w bardzo wyrazisty sposób. Pal wertykalny wznosi się z ziemi do niebios, pokazując, że ludzkość znalazła się raz jeszcze w relacji z Ojcem, braćmi i siostrami. Belka horyzontalna, która przytrzymywała wyciągnięte ramiona Chrystusa, mówi nam o pojednanej ludzkości, w której jesteśmy zjednoczeni z innymi, uznając nasz stan bycia braćmi i siostrami, dziećmi tego samego Ojca. W ten sposób pierwotna harmonia pomiędzy Bogiem, ludźmi i pomiędzy wszystkimi ludami, zostaje przywrócona w Chrystusie, który wprowadził pokój przez krew swego krzyża (por. Kol 1,19-20). Nasze relacje zostały odkupione.
Pojednanie w prawdzie
Będziemy w stanie zaprowadzać pokój na tyle tylko, na ile we własnym życiu osiągnęliśmy głęboki pokój i pojednanie we Krwi Chrystusa. Ważna część tego osobistego procesu pojednania leży w zaakceptowaniu prawdy o samym sobie. Prawda ta brzmi:
«…w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania» (2 Kor 5,19).
Wielu z nas wpadło w zasadzkę Szatana. Jego kłamstwa przyjęliśmy za prawdy. Tak jak większa część współczesnej ludzkości wierzymy, że prawda o tym kim jesteśmy zależy od sukcesu czy popularności. Ów rodzaj mentalności współzawodnictwa rodzi w naszym świecie ogromnie dużo cierpienia i niesprawiedliwości. Może się też on wśliznąć do naszego serca i zatruć je, podobnie jak i nasze relacje w życiu zakonnym. Jezus przyszedł zedrzeć maskę kłamstwa! Jezus uczy, że prawdy o naszej tożsamości nie znajdzie się w żadnej z tych rzeczy. Znajdzie się ją natomiast w nieskończonej miłości Boga do nas.
Papież Jan Paweł II mówił o tym kilka lat temu podczas swojej wizyty w Brazylii: «Drogocenna Krew Chrystusa daje nam największa radość: radość płynącą z przekonania, że Bóg nas miłuje!» Jakże ogromny pokój i radość przynosi nam ta prawda! Najpierw więc każdy z nas musi sam przyjąć tę zaskakującą prawdę, by móc ją później nieść innym i być świadkiem Bożej miłości i pojednania:
«Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy» (1 P 1, 18-19).
Jesteśmy synami i córkami Boga, jesteśmy z królewskiego rodu. Nie powinniśmy się zatem zadowalać żadnym innym modelem życia. Tego nas przyszedł nauczyć Jezus. On nam objawia, że taka właśnie jest prawda o naszej ludzkiej naturze! Jezus przyszedł dać początek Nowemu Stworzeniu i dlatego wzywa Ciebie i mnie do podjęcia dzieła budowania, we wspólnocie z Nim i w mocy Jego Ducha, nowego świata. Jezus przyszedł pojednać nas poprzez Prawdę.
Ambasadorzy Pojednania
Jeżeli odkryliśmy i zaakceptowaliśmy tę prawdę to jesteśmy w sytuacji, w której możemy podjąć wezwanie by stać się ambasadorami pojednania.
«Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!» (2 Kor 5,19-20).
Jest to „wołanie Krwi”, które dla każdego z nas, bez względu na rodzaj prowadzonego duszpasterstwa czy wiek, jest wymownym znakiem. Wszyscy jesteśmy wezwani by być ambasadorami pojednania: ci z czynnych apostolatów, i ci zamknięci w murach naszych domów z powodu zdrowia, wieku czy innych obowiązków. Wszyscy jesteśmy częścią zranionej ludzkości, której potrzebne jest uzdrowienie. Jesteśmy wezwani i posłani do niesienia napotkanym ludziom współczującej miłości Chrystusa, który odkupił wszystkich przez swoją Krew. Szczególną uwagę należy poświęcić tym, których Pan obdarzył szczególnymi przywilejami, to znaczy tym, których społeczeństwo odrzuca albo odsuwa na margines, tym, którzy zostali odsunięci na skutek przesądów innych, z powodu zazdrości czy nienawiści.
Nie trzeba byśmy opracowywali jakieś specjalne programy w celu prowadzenia
posługi pojednania. Tę posługę może sprawować każdy z nas, jeżeli tego z serca pragnie. My wszyscy, poprzez nasze zachowanie i zwykłe ludzkie gesty, możemy głosić prawdę zawartą w słowach Psalmu 72,12-14:
«Wyzwoli bowiem wołającego biedaka i ubogiego, i bezbronnego. Zmiłuje się nad nędzarzem i biedakiem i ocali życie ubogich: uwolni ich życie od krzywdy i ucisku, a krew ich cenna będzie w jego oczach».
W bieżącym numerze Kielicha kilku misjonarzy przedstawia nam różne punkty widzenia na temat pojednania. Rozpoczyna O. Robert Schreiter ukazując miejsce pojednania w naszym charyzmacie i duchowości. O. Alan Hartway dzieli się z nami różnymi opowieściami na temat pojednania, zaczerpniętymi z jego proboszczowskich doświadczeń z Garden City, Kansas, w USA. Pochodzą one z codziennego życia parafii, z kontekstu wielokulturowego, i z pewnością stanowić będą dla nas okazję do uświadomienia sobie, że istnieje wiele sposobów bycia ambasadorami pojednania w naszym codziennym posługiwaniu.
Don Gennaro Cespites pisze na temat pojednania i sprawiedliwości społecznej w życiu i dziele naszego Założyciela, Św. Kaspra. Pokazuje w swoim artykule, że Kasper zajmując się problemami społecznymi swoich czasów był głęboko przekonany, iż przyczyna leżąca u podstaw niesprawiedliwości społecznej miała charakter moralny, i że ostateczna odpowiedź na problemy społeczne leży w nawróceniu serca.
O. Antonio Baus szczerze opowiada o swoich doświadczeniach pracy w dużej miejskiej parafii w Santiago, w Chile. Jego wspólnota parafialna była świadkiem zarówno społecznego jaki i wewnętrznego konfliktu. Pojednanie wsparte duchowością Krwi stało się dla niego i dla jego zespołu duszpasterskiego wezwaniem do postawienia się twarzą w twarz wobec prawdy o istniejącej sytuacji.
W końcu mamy też Don Rosario Pacillo, proboszcza Parafii Św. Filipa Neri w Putignano, we Włoszech. Dzieli się on z nami doświadczeniem parafii, która w centrum swojej działalności duszpasterskiej postawiła troskę o rehabilitację młodzieży chemicznie uzależnionej. Cała parafia jest na różne sposoby zaangażowana w pomoc młodym mężczyznom i kobietom na drodze do pojednania się z sobą samym, z Bogiem, Kościołem i ze społeczeństwem. Jest to uderzający przykład twórczej odpowiedzi na nasze wezwanie do służby misjonarskiej w środowisku parafialnym.
Zamieszczone tutaj refleksje są zaledwie dotknięciem możliwości rozwiązania złożonego i palącego zadania, jakim jest dzisiaj pojednanie. Wyrażamy nadzieję, że te refleksje staną się iskrą zapalającą naszą wyobraźnię i pobudzającą nasz duch kreatywności, w ramach codziennych zadań, będąc coraz bardziej świadomymi powołania do bycia ambasadorami pojednania, gdzie motywacją działania jest duchowość Krwi Chrystusa.
Pojednanie
W Charyzmacie I Duchowości C.PP.S.
Robert Schreiter, C.PP.S.
Pojednanie w dzisiejszym świecie
Zbliżający się koniec naszego wieku jest świadkiem pojawiania się tematu pojednania w coraz bardziej silnym stopniu. Organizacje charytatywne notują, że od zakończenia Zimnej Wojny pięciokrotnie wzrosła liczba katastrof przy okazji których organizacje te zostały proszone o pomoc. Do połowy lat osiemdziesiątych pomoc ta dotyczyła przede wszystkim katastrof naturalnych, dzisiaj zaś są one prawie wyłącznie natury ludzkiej: konflikty etniczne i wojny. Caritas Internationalis, organizacja skupiająca organizacje charytatywne Kościoła Katolickiego, ustanowiła pojednanie tematem bieżących czterech lat swojej działalności.
Wiele krajów doczekało się końca dyktatury, wojny domowej i terroru. Wśród krajów objętych działalnością C.PP.S. wystarczy tylko wspomnieć Chile, Peru, Gwatemalę, Chorwację i Polskę. Spór społeczny jest zagrożeniem dla Indii. Przemoc wobec tubylców w Brazylii nie słabnie. Rozczłonkowanie życia w wielu społeczeństwach oraz konflikt społeczny, będący wynikiem napięć etnicznych w Europie i w Ameryce Północnej, prowadzą nieuchronnie do poszukiwania dróg wspólnego spotkania i rozwiązywania starych zadrażnień. Ojciec Święty Jan Paweł II uczynił pojednanie tematem swojego przesłania na Światowy Dzień Pokoju 1997 roku, widząc je jako klucz to głębszej ewangelizacji.
Wszystkie wspomniane wyżej sytuacje zagrożenia i konfliktu są dzisiaj „wołaniem Krwi”. Jako Misjonarze Krwi Chrystusa musimy w specjalny sposób przyjrzeć się temu, co nasz charyzmat i nasza duchowość ofiarują w sytuacjach, które wzywają do pojednania.
Pojednanie w Biblii
W celu zrozumienia jaki wkład w proces pojednania w dzisiejszym świecie może wnieść nasz charyzmat i duchowość, warto dokonać podsumowania nauki Biblii na temat pojednania. Sam termin jest użyty w Biblii zaledwie czternaście razy, z czego dziesięć w listach Pawłowych. Oczywiście nie brakuje w obu Testamentach historii odzwierciedlających temat pojednania, takich jak choćby historia Józefa i jego braci (Rdz 45,4-6) czy przypowieść o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Ujmijmy wszystko w pięciu punktach:
Przede wszystkim pojednanie jest zawsze dziełem Boga, który rozpoczyna i zamyka to dzieło w Chrystusie. Jak nam to unaocznią liczne historie zawarte w artykułach tego numeru Kielicha, jesteśmy tylko świadkami tego co Bóg sam dokonuje w akcie pojednania.
Po wtóre, ponieważ mamy do czynienia z dziełem Boga i ponieważ jesteśmy tylko ambasadorami Chrystusa (por. 2 Kor 5,19-20) dlatego też nasze podejście do dzieła pojednania ma bardziej charakter duchowości niż strategii. Możemy jedynie żywić nadzieję, że ukształtujemy takie środowisko, w którym Bóg zdecyduje się na działanie.
Doświadczenie pojednania czyni zarówno ofiarę jak i popełniającego zło nowym stworzeniem (por. 2 Kor 5,17). W zdroworozsądkowym myśleniu o pojednaniu istnieje przekonanie, że pojednanie staje się możliwe, jedynie wtedy gdy popełniający zło żałuje za swoje czyny. W rzeczy samej jednak pojednanie, pojmowane w biblijny sposób, rozpoczyna się wtedy gdy to Bóg uzdrawia ofiarę, przywracając jej zniszczone człowieczeństwo. Uzdrowiona i pojednana ofiara staje się narzędziem, za pomocą którego Bóg dokonuje szerzej zakrojonego pojednania. To przywrócenie porządku i pojednanie nie oznaczają powrotu do dawnego stanu rzeczy. Ofiara staje się naprawdę nowym stworzeniem, skierowanym do nowego miejsca i przeznaczonym do nowej misji bycia ambasadorem pojednania.
Po czwarte, proces pojednania, który stwarza tę odnowioną ludzkość to męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Jesteśmy uleczeni krwią Jego Krzyża (por. Kol 1,20). Tak jak Bóg przywraca Jezusa – niewinną ofiarę - do życia w zmartwychwstaniu, tak też dokona też On i naszego odnowienia.
I wreszcie, pojednanie rozumiane w powyżej przedstawiony sposób pokazuje jak bardzo jest ono trudne i kosztowne. Pełne pojednanie następuje jedynie wtedy, gdy wszyscy są jednym w Chrystusie (por. Kol 1,20).
Pojednanie jest jednym z najważniejszych sposobów, w jaki Biblia opisuje nam działanie Boże w naszym życiu i w życiu naszego świata. Dzisiaj ma ono specjalne znaczenie.
Pojednanie i nasz charyzmat
Zgodnie z Tekstami Normatywnymi, centrum naszej działalności apostolskiej, wyznaczonej nam przez Św. Kaspra, jest duszpasterstwo Słowa. Mamy głosić Słowo Boże wszędzie tam, gdzie zachodzi tego potrzeba, i w taki sposób by mogło być ono zrozumiane. Uczestniczymy przez to w twórczej i odkupiającej mocy Słowa Bożego.
Pojednanie jest zasadniczo związane z mówieniem. Wypowiedziane w Sakramencie Pojednania słowo przebaczenia uzdrawia nasze relacje z Bogiem. I tak jak tego świadectwem są historie zebrane w artykułach Ojców Hartway i Pacillo, opowiadanie o tym, co nam się przydarzyło jest sposobem na zatrzymanie negatywnego oddziaływania tych wydarzeń na nasze życie. Poprzez głoszenie mamy okazję spotkać się ze Słowem Boga do nas osobiście skierowanym. To jest powód dla którego Św. Kasper widział wychowanie religijne jako coś ogromnie ważnego dla ludzi z Sonnino, jak to odnotowuje Don Gennaro Cespites w swoim artykule. Słowa są słowami życia, prowadzą nas w nowe miejsce i do nowego stworzenia.
O tyle, o ile nasz charyzmat jest związany ze sprawą odnawiającej mocy Słowa, o tyle też ta moc musi być w naszych czasach przede wszystkim posługą jednania. Jak wcześniej odnotowano, wiele obszarów działania Misjonarzy C.PP.S. wychodzi z długiego okresu silnych konfliktów. Inne z tych obszarów są pod wpływem doświadczenia rozpadania się społeczeństwa pluralistycznego i szybko zmieniającego się świata. Słowo pojednania staje się słowem, które chcemy dzisiaj słyszeć.
Pojednanie i nasza duchowość
Jeżeli jest prawdą, że pojednanie to bardziej duchowość niż strategia, to jaką formę przyjmuje ono w naszej duchowości? Charakterystyczny dla naszej duchowości tekst biblijny znajduje się w liście do Efezjan (2,13): «Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa». Z tekstu tego jasno wynika że ci, których uczyniono obcymi i odsunięto, zostają na nowo złączeni w jedno. Jest to możliwe dzięki krwi Niewinnej Ofiary.
Wydaje mi się, że pierwszym, który w 1992 roku położył nacisk na centralny charakter pojednania dla naszej duchowości, był don Beniamino Conti. Bez wątpienia dzisiaj jego słowa spełniły się. Krew Krzyża jest źródłem naszego pokoju (por. Kol 1,20; Ef 2,14) i gdy głosimy miłość Chrystusa przejawiającą się w przelaniu Jego Krwi, wtedy też wypowiadamy słowo pojednania.
Konkretnie jednak: jak wygląda życie poświęcone pojednaniu? Oto kilka sugestii zilustrowanych świadectwami o pojednaniu jakie znajdujemy w tym numerze Kielicha.
Rozpoczyna się od zapewnienia ofiarom strefy bezpieczeństwa i gościnności. Powinniśmy tworzyć w naszych domach misyjnych, parafiach i szkołach miejsca dla ofiar, aby mogli w nich goić rany. Proces pojednania może zostać przeprowadzony tylko wtedy, gdy mamy do dyspozycji takie miejsca. Jak to pokazuje w swoim artykule don Rosario, tworzenie tego rodzaju strefy staje się czynnikiem przemieniającym nie tylko ofiary ale również ludzi, którzy pracują nad zapewnieniem bezpieczeństwa i gościnności innym.
Po drugie, duchowość pojednania domaga się pełnego cierpliwości towarzyszenia ofiarom. Historia parafii najpierw podzielonej na skutek dyktatury i prześladowania, a później zszokowanej podwójnym życiem swojego proboszcza, opowiedziana przez o. Antonio Baus, pokazuje jak ważną i jak trudną zarazem rzeczą jest ten etap. Często wyrażamy życzenie, by Bóg działał szybciej, ale jak nam to przypomina o. Hartway, Bóg działa w Bogu właściwym czasie.
Po trzecie, pojednanie zakłada oddanie się prawdzie. Nie da się ignorować lub próbować stłumić przeszłości. Często była ona gąszczem kłamstw, które pomniejszyły wszystkich związanych z tą przeszłością. Nie można godzić się na niesprawiedliwość albo ją sankcjonować. Wszyscy musimy stopniowo wyjść z cienia oszustwa i złudzenia na światło prawdy.
W końcu, duchowość pojednania polega na budowaniu wspólnot pamięci i nadziei. Wspólnota pamięci to taka, która nie zapomina swojej przeszłości, ale też już nie żyje przygnieciona jej ciężarem. Nigdy nie uda się zapomnieć tego co się stało, ale można pamiętać w inny sposób. I jest to wtedy łaska pojednania. Wspólnota wewnętrznie pojednana nie zamieszkuje przeszłości lecz spogląda w przyszłość z nadzieją. Czyni to usiłując stwarzać warunki, które uniemożliwią by w przyszłości powtórzyło się raz dokonane zło.
Wydaje mi się, że duchowość pojednania jest wezwaniem płynącym z naszego charyzmatu i przeznaczonym na ten szczególny okres naszej historii. Mówi ona głośno o działaniu Boga w naszym świecie, nawet wśród bolesnych realiów zła, które nas tak często otaczają. „Wezwanie Krwi” skierowane do nas, Misjonarzy Krwi Chrystusa, prowadzi nas dzisiaj niewątpliwie w tym kierunku.
Historie
Pojednania
Alan Hartway, C.PP.S.
Pojednanie nie jest w życiu parafialnym czymś, co się zazwyczaj aktywnie podejmuje, ani nie stanowi jakiejś stałej akcji. Jest to raczej postawa bycia otwartym i dostępnym. Niektórzy posiadają dar, albo specjalne poczucie pojednania. Z mojego własnego doświadczenia wynika, że pojednanie nie wymaga ode mnie wielu słów, propozycji, czy idei, ale że polega ono raczej na słuchaniu historii ludzi, nadaniu tym historiom właściwego znaczenia i oddaniu należnego im szacunku. Polega też na udzieleniu ludziom pomocy w odkrywaniu zawartego w tych historiach znaczenia, tożsamości i poczucia bezpieczeństwa.
Podczas mojej dziewięcioletniej pracy proboszcza w Parafii St. Mary w Garden City, Kansas, miałem szczęście być włączony w różne historie pojednania. Każda z tych historii jest dla mnie wspomnieniem łaski i mądrości. W każdym opowiadaniu doświadczam miłości Boga do tych ludzi, często odrzuconych przez siły naszego społeczeństwa i kultury. Charyzmat pojednania jest rzeczywiście związany z rasą i mądrością. Zagłębiając się w każdy z przykładów pojednania uświadamiałem sobie jak mało jeszcze wiedziałem i jak wiele musiałem się jeszcze nauczyć. Uświadamiałem sobie jak wiele było wynikiem nie mojego działania, lecz pochodziło bezpośrednio z mocy i obecności Boga działającego w naszym życiu dla budowania z nas wspólnoty wiary i nadziei.
Chcę podzielić się z Wami czterema historiami pojednania, pochodzącymi z Garden City. Każda z nich zawiera w sobie elementy różnych kultur, bo moim zdaniem – przynajmniej w społeczeństwie Północnoamerykańskim – ten aspekt najbardziej domaga się pojednania.
Pojednanie i stosunki ras
W późnych latach osiemdziesiątych Garden City zostało wyznaczone jako miejsce do studiowania stosunków rasowych. Jest to miasto około trzydziestotysięczne, leżące w odizolowanej części zachodniej Stanów Zjednoczonych. Główny przemysł miasta to produkcja wołowiny; około osiem tysięcy zwierząt idzie każdego dnia na ubój. Ponieważ stopa bezrobocia była bardzo niska, ciągnęli do tego miejsca ludzie z różnych krajów. W naszej parafii, jednej z dwóch katolickich parafii w mieście, mamy około tuzina różnych grup językowych i kulturowych. Największa to Latynosi, głównie z Meksyku, ale ma się wrażenie, że są tu przedstawiciele prawie wszystkich krajów Ameryki Łacińskiej. Fundacja Forda, która prowadziła studium stosunków rasowych, umieściła w naszej wspólnocie trzech antropologów do przeprowadzenia nad nami badań. Pytali nas co robimy by łagodzić stosunki pomiędzy rasami, i co się działo kiedy wzrastały napięcia. Nasza parafia, ze względu na taką ilość różnych grup zbierających się na liturgię i prowadzących różnorodną działalność parafialną, stała się jednym z punktów centralnych do przeprowadzenia badań.
W tym samym czasie zatrudniono rozjemców federalnych do współpracy z departamentem policji, oraz ze wspólnotą Meksykańską i Meksykańsko-Amerykańską, ponieważ stwierdzono nadmierną liczbę aresztowań wśród Latynosów, po zamknięciu barów o drugiej nad ranem. Jasną rzeczą stało się, że istnieje potrzeba większego zrozumienia pomiędzy przeważającą kulturą białych, reprezentowaną przez siły policyjne, a kulturą meksykańską.
Strategia działania polegała na przeprowadzeniu serii spotkań w bezpiecznych miejscach, celem zapewnienia lepszej komunikacji pomiędzy oboma grupami. Jednym z wybranych miejsc była sala parafialna w St. Mary. Obie grupy zebrały się w niedzielne popołudnie. Rozjemcy rozpoczęli od poproszenia ludzi o przedstawianie swoich historii. Wyglądało to tak jakby zalał nas potop. Po niecałej godzinie szef policji zaczął uderzać palcem zegarek który miał na ręce, jakby chciał powiedzieć, że czas kończyć. Wtedy wstała Irene, jedna ze starszych kobiet ze wspólnoty Latynoskiej, i pokazując na policjanta powiedziała: «To jest właśnie cały problem. My mamy inne poczucie czasu. Pochodzimy z innych kultur.» Szef policji odpowiedział: «To wszystko trwa już ponad godzinę. Ile takich historii mamy jeszcze słuchać?» Irene zripostowała: «Każdą jedną!» Wtedy szef policji żachnął się: «Ale one wszystkie brzmią tak samo». Na co Irene odpowiedziała: «Nie. Każda historia dotyczy innej osoby. Trzeba ich wszystkich wysłuchać.»
Nie sądzę żebym kiedykolwiek za pomniał tę wymianę zdań. Jakże mądra była ta nasza starsza parafianka! W procesie pojednania trzeba wysłuchać i zająć się każdą historią. Każda osoba dowie się, że jest ważna.
Reszta spotkań pomiędzy policją i Latynosami poświęcona była głównie dzieleniu się historiami, uczeniu się jak słuchać historii z innego punktu widzenia, bez osądzania po swojemu, i uczeniem się jak dzielić się nawzajem własnymi różnicami kulturowymi. Moja rola jako proboszcza sprowadzała się po prostu do bycia obecnym, bo ta obecność komunikowała ludziom, że znajdują się w miejscu gdzie mogą się bezpiecznie wypowiedzieć, że robią coś świętego i ważnego. Dzieło pojednania polegało na współdziałaniu różnych grup, na zbieraniu się dla słuchania siebie nawzajem. W pewnym sensie szef policji miał rację: to długie i wymagające cierpliwości przedsięwzięcie. Rację miała też Irene: to jest praca warta wykonania, warta poświęcenia jej czasu. Pojednanie potrzebuje czasu – a czas jest zazwyczaj Bożym czasem.
Pojednanie pomiędzy rodzinami
W listopadzie 1992 roku jeden z uczniów ze szkoły średniej zginął tragicznie w wypadku samochodowym wracając do domu po zajęciach sportowych. Inny młody prowadził pojazd. Było to we wczesnych godzinach rannych. Nie zmieścił się w zakręcie. Chłopak śpiący obok niego zginął podczas uderzenia. Znali go wszyscy. Był katechetą - ochotnikiem dzieci przedszkolnych w parafii. Był jedynym synem pary Meksykańsko – Amerykańskiej (ludzi ci mieli też córkę), bardzo zaangażowanej w parafii i w życiu społecznym. Śmierć syna była, zwłaszcza dla ojca, ogromną stratą. Drugi młody chłopak, ten który prowadził samochód, był Wietnamczykiem, zaadaptowanym przez bezdzietną parę Amerykanów, nie-katolików. Był to ich jedyny syn.
Kilka tygodni po ciężko przeżytym pogrzebie, rodzice tragicznie zmarłego chłopaka przyszli by poprosić mnie o zorganizowanie spotkania z młodzieńcem, który prowadził samochód i z jego rodzicami. Obie rodziny mieszkały niedaleko od siebie, w tym samym małym miasteczku, i teraz rodzice zmarłego stwierdzili, że ich relacje z rodziną drugiego chłopca, ich milczenia, stwarzają niezręczną sytuację. Ojciec zabitego wyznał, że jest rozgniewany na młodego, który - jak to ujął - «zabił jego syna». Pełen obaw, co do obrotu sprawy i po namyśle, zgodziłem się pracować z nimi. Odbyłem kilka spotkań z parą, która straciła syna i jedno spotkanie z drugą rodziną.
Zorganizowaliśmy spotkanie w domu rodziców zmarłego chłopca. Popłynęło wiele łez podczas opowiadania i powtarzania na nowo, ze wszystkimi detalami historii nocy w której zdarzył się wypadek. Był to niemal jakby rytualny taniec słów, podczas którego każdy mógł wziąć dla siebie te same słowa dla opisania tragicznego wydarzenia. Każdy próbował zrozumieć i znaleźć sens wypadku, który zmienił życie tych ludzi. Moja rola sprowadzała się do zadawania pytań w celu lepszego wyjaśnienia sprawy i do zachęcania ludzi by mówili, gdy zalegała cisza. Każdy dał upust bólowi, smutkowi i złości. W pewnym momencie ojciec powiedział do młodego człowieka: «Zabiłeś mojego syna, mojego jedynego syna». Było to tak jak gdyby Dawid opłakiwał swojego syna Absaloma. Młody człowiek odpowiedział: «Wiem, że ponoszę odpowiedzialność za to co się stało. Żałuję tego. Żałuję, że nie masz już twojego syna. Proszę, przebacz mi». W tym momencie ojciec wstał i przeszedł przez pokój. Byłem przerażony na myśl co mógłby teraz zrobić. On jednak płacząc objął chłopca. Myślę, że to właśnie tego dnia i w tym momencie rozpoczął się proces uzdrawiania. Ja też zdaję sobie sprawę z tego, że był to tylko mały krok ku pojednaniu, które będzie wymagało wielu jeszcze lat. To był jednak początek, początek dzięki łasce Bożej.
Pojednanie i przemoc
W roku 1990, po serii gwałtownych śmierci naszych parafian, grupa ludzi (łącznie z rodziną ostatniej ofiary) przyszła do mnie jako do swojego proboszcza. Chcieli zrobić co w sprawie posiadania i używania broni w ich społeczności miejskiej. Byli przekonani, że Kościół powinien zająć stanowisko w tej sprawie. Najpierw więc przeprowadziliśmy rozmowy ze świeckim Komitetem Latynoskim w parafii, a później z radą duszpasterską. Opracowaliśmy pewien plan. Ja miałem przeprowadzić serię kazań na temat skutków przemocy w naszej kulturze. Miały one znaleźć swoje apogeum w „wezwaniu pistoletów” od ołtarza, co miało polegać na zaproszeniu ludzi do przybliżenia się i złożenia posiadanej broni. Druga część planu przewidywała zaproszenie do złożenia, podczas wszystkich mszy świętych w dniu pierwszym listopada, podpisu pod deklaracją, która brzmiała: «Podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia zobowiązuję się jako rodzic do kupna moim dzieciom podarunku, który nie ma nic wspólnego z przemocą. Zobowiązuję się uczyć moje dzieci o Jezusie, Księciu Pokoju.»
Druga część planu została przyjęta z wielkim aplauzem. Kilka osób odpowiedziało na pierwszą część planu. Nikt nie przyniósł broni na mszę św. Kilka sztuk broni zostało zwróconych prywatnie i oddanych na policję w celu ich zniszczenia. To wszystko jednak sprowokowało w całej społeczności wielką dyskusję na temat przemocy w życiu i odpowiedzialności osobistej za jej powstrzymanie.
Ponownie, najważniejszą rzeczą było opowiadanie historii, wspominanie i uczczenie ofiar. Oznaczało to również, że każdy mógł wnieść swój własny wkład w rozwiązanie istniejącego problemu. Podczas „kampanii” skierowano pod moim adresem wiele krytycznych uwag. Ryzykowałem też, ponieważ miejscowi członkowie Narodowego Towarzystwa Strzeleckiego (National Rifle Association) skierowali pogróżki pod moim adresem. Byłem nawet krytykowany przez współbraci księży, z których jeden poinformował mnie, że zawsze śpi z bronią. Pojednanie polega na woli podjęcia ryzyka na rzecz tego, co jest dla nas ważne.
Pojednanie i inne religie
Wśród pracowników fabryki wołowiny było pięciu młodych muzułmanów z Afryki. Pracowali razem z Latynosami i stali się ich przyjaciółmi, spędzając razem wolny czas. Zżyli się razem do tego stopnia, że przychodzili nawet z nimi na msze niedzielne. Wtedy to jeden bardzo przejęty faktem parafianin przyszedł do mnie przekonany, że Afrykanie nie powinni tu być, ponieważ nie są nawet chrześcijanami. Chciał też dowiedzieć się co ja, jako proboszcz, mam z tym zamiar zrobić. Powiedziałem: «Przekaż im znak pokoju.» Później doszło do tego, że dwóch z nich wstąpiło do wspólnoty Kościoła, którego gościnności doznali oraz ponieważ znaleźli u nas swój dom. Niekiedy zbliżanie ludzi i łagodzenie różnic jest tak proste.
Św. Kasper i pojednanie
W czasach Św. Kaspra istniała niesamowita przepaść pomiędzy kulturą miasta Rzymu i kulturą ludzi z podgórskich jego okolic. Obie kultury odznaczały się sporą dozą przemocy, każda w sobie właściwym rodzaju. Kasper potrafił zindywidualizować problem u samych jego korzeni. Miał też odwagę coś w tym względzie uczynić. Potrafił wyjść z własnego kręgu kulturowego i wejść w kulturę innych ludzi, z całym współczuciem i zrozumieniem. Potrafił słuchać historii innych, przyznawać należną im godność i okazywać im szacunek. Potrafił zachęcać do stawania się nowym stworzeniem. Zapewniał ludziom nadzieję i gościnność, miejsce wokół nich, gdzie mógł się formować nowy świat.
Wydaje się, że w tym tkwi charyzmat Krwi Chrystusa. Czytamy znaki czasów, wiemy co powinno być uczynione, odpowiadamy i angażujemy innych do naszej działalności, mamy odwagę podjąć się ryzyka działania, być obecnym i brać udział. Gdy zaś chodzi o resztę to wiemy dobrze, iż pojednanie jest sprawą łaski Bożej i Bożej miłości do nas, i że to właśnie one przynaglają nas w posługiwaniu pojednania.
Pojednanie
I Sprawiedliwość Społeczna
Gennaro Cespites, C.PP.S.
Gdy mówimy o pojednaniu i sprawiedliwości społecznej, szczególnie w czasach Św. Kaspra i Wielebnego Giovanni Merlini, od razu nasuwa się na myśl sprawa zbójectwa i z zbójów o których zbawienie zabiegali nasi dwaj świątobliwi misjonarze, pracując i znosząc wiele rozmaitych cierpień. Jednak nie zbójectwo było najbardziej niepokojącym aspektem politycznego i społecznego życia Państwa Papieskiego, chociaż trzeba powiedzieć że było ono samo w sobie najbardziej uderzające i ogólnie kłopotliwe. Skuteczność Państwa Papieskiego w zwalczaniu tego zjawiska spotyka się u Kaspra z bardzo surową oceną (por. Epistolario III [1824-1825] 337-353).
Rządząca w tamtych czasach klasa polityczna była skorumpowana i zabiegała jedynie o własne korzyści. Brutalne użycie siły, nierówny podział dochodów, oraz rozprężenie kleru wzmagały tylko opozycję w stosunku do rządu, przy użyciu bardzo antyklerykalnych i często antyreligijnych sposobów. Przyjaciołom czynnie zaangażowanym w politykę Kasper proponował kilka rozwiązań politycznych, które niekiedy zdawały się być próbą powrotu do stanu feudalnego. „Rozwiązania polityczne” nie były jednak przedmiotem podstawowej troski Kaspra. Jego działalność kapłańska i zakonna oraz działalność jego towarzyszy, a w sposób szczególny Wielebnego Merlini, miała zdecydowanie apolityczny charakter w tym sensie, że jedyną motywacją i jedyną pasją było niesienie wszystkim orędzia zbawienia, bez względu na kontekst społeczny, kulturalny i polityczny adresatów. Była to działalność apolityczna ale nie oderwana od rzeczywistości, apostolska ale nie bezduszna czy nieludzka. Wszystko było skierowane ku niebu, ale nie odseparowane od wydarzeń zachodzących w świecie, w którym przyszło mu żyć. We wrześniu 1824 roku pisze do Kardynała Cristaldi:
«Ponadto chciałbym prosić Was aby Ojciec Święty położył kres nadużyciu polegającym na odcinaniu głów i członków ciała osób, które umarły w wyniku wykonania na nich wyroku sądowego. Wystarczy w zupełności, że winny zostaje słusznie ukarany; trzeba następnie zapewnić chrześcijański pogrzeb każdemu, kto przez sakramenty pojednał się z Bogiem. To co teraz się dzieje jest nieludzkie. W tej tutaj Prowincji, w niektórych miejscowościach, czaszki zawieszone na bramach są, można powiedzieć, liczniejsze niż kamienie w murach … To wielka męczarnia być wciąż świadkiem tej praktyki, której ja ze swej strony w żaden sposób nie mogę pogodzić z duchem pobożności religijnej względem osób zmarłych» (idem, 153).
Odznaczając się wielkim duchem apostolskim, Kasper bardzo przeżywał wszystkie problemy „z frontu”, na którym został wysłany bezpośrednio przez papieża Piusa VII. Jego posługiwanie pojednania, poddane ogniowej próbie, dokonywało się w stale rosnącej świadomości stanu rzeczy, bez której to jego zdolność działania mogłaby szybko uschnąć.
W innym liście do Kardynała Cristaldi, noszącym datę 20 czerwca 1825 roku, Kasper potępia przypadki bandytyzmu. W jego opinii zjawisko to rodzi się z niesprawiedliwości społecznej, korupcji klasy rządzącej i braku porządku publicznego.
«Nie można zaprzeczyć, że bandytyzm może po większej części być spowodowany pewną nienawiścią między biednymi i zamożnymi, szczególnie w kwestii interesów. Trudno powiedzieć jaki rodzaj rujnującego systemu został wprowadzony gdy chodzi o zasady negocjacji i tak zwane pożyczki, które nie mają nic wspólnego z pożyczkami, bo ludzie biedni rozjuszeni z tego powodu myślą o zemście i zamieszkach. Bogaci, wiedząc jak wykorzystać ucisk biednych, wiedzą także jak trwonić dochody na stałe gry, tańce, niepohamowane zachowania i temu podobne rzeczy» (idem, 340).
Sugeruje on zatem pewne praktyczne pociągnięcia natury ekonomicznej dla wsparcia i pomocy najbiedniejszym i tym w największej potrzebie, mając na uwadze prawa synodalne, nadane ale jeszcze nie w pełni respektowane. Mówi potem, że
«w ten sposób mógłby zaistnieć związek pomiędzy zewnętrznymi prawami i nauką religii i pobożności, którą będą otrzymywać. Powtarzam, że w ten sposób będzie można wyplewić wiele chwastów z serc ludzkich» (idem, 340).
Jest ważną rzeczą podkreślić tutaj podejście Kaspra: połączyć prawa zewnętrzne z wychowaniem religijnym biednych, ponieważ nie błąd lecz ignorancja jest prawdziwym nieprzyjacielem prawdy.
Kasper kontynuuje analizę innych sytuacji, które w jego opinii stały się powodem ucieczki ludzi w góry i zajęcia się zbójectwem:
«Drugą przyczyną jest zredukowanie odporności kościoła lokalnego i miejsc pobożnościowych do zwykłej zewnętrznej wygody; jest to co najwyżej tylko kwestia słów, nic konkretnego».
Zostaje w ten sposób zaprzepaszczona wielka szansa, ponieważ celem tej wiekowej instytucji
«powinno być ustanowienie drogi pośredniej pomiędzy zbrodnią i karą do wymierzenia tak, by uchronić ludzi od desperacji ale też zapewnić warunki umożliwiające oddanie się w ręce władzy, na wzór syna powracającego w ramiona rodzica. Mieszanka goryczy i słodyczy, by tak powiedzieć, pozwala spojrzeć na przestępstwo od strony powodowanej przez nią deformacji» (idem, 340).
Kasper potępia też fakt, że prawo powoduje odwrotny do zamierzonego skutek. Odnotowuje on, że poza eskortą gwardii cywilnej są też inne
«sposoby za pomocą których można doprowadzić przestępcę do pojednania z władzą i do przyjęcia kary, złagodzonej przez dobre sprawowanie».
Uwolniłoby to państwo od wielu trosk i wydatków.
«Doświadczenie uczy, że mimo iż nie wszystkie nieporządki da się tym sposobem usunąć, to jednak nie można zaprzeczyć, że można zmniejszyć ich liczbę, i co za tym idzie, że jest to sposób na zatrzymanie wzrostu liczby zdesperowanych, którzy chcieliby zdecydować się żyć w górach» (idem, 340).
Kasper sugeruje więc władzom wydać
«edykt pojednawczy, który nie uszedłby jednak niczyjej uwagi (a takich osób nie brakuje), zawierający także pośrednio wyrażone zaproszenie dla każdego, kto dotychczas był przestępcą, przynaglając go do oddania się w ramiona Kościoła, do pokojowego poddania się należnej karze, którą rządzący - pełniąc też rolę ojcowską - będzie umiał w tych wypadkach nałożyć. To wszystko mogłoby w każdym razie usunąć zło z życia. Podobnie trzeba też podjąć pewne zdecydowane akcje, a spośród różnych dostępnych możliwości wybrać te, które zapewniają równowagę pomiędzy tym co duchowe i wieczne, a tym co czasowe i dotyczące świata zewnętrznego. Jakże to bolesne wiedzieć biedaków skazanych na śmierć, którzy nie będą nawet mogli wymówić słowa ‘Jezus’! Zaprawdę, to sprawa ognia wiecznego i dusz, które kosztowały Krew naszego cierpiącego Pana! Jaka nie byłaby zasada prawa publicznego do wzięcia pod uwagę, jest rzeczą pewną, że musimy analizować te zasady prawne nie w formie restrykcyjnej ale w sensie całościowym, innymi słowy z miłosierdziem, z miłością, z gorliwością o zbawienie dusz» (idem, 341).
Tutaj znajduje się klucz do zrozumienia społecznego zaangażowania się Kaspra i Giovanni Merlini – jest nim «gorliwość o zbawienie dusz».
Co to wszystko praktycznie oznacza dla posługi pojednania? Chodziło tam wtedy o decyzję podjęcia walki z brakiem wychowania religijnego, który był prawdziwym powodem społecznej plagi zbójectwa. Z tego powodu Kasper prosił, aby on i jego towarzysze mogli iść do zbójców sami, bez eskorty wojskowej, mając w zanadrzu bardzo prosty program:
«Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas - jako sługi wasze przez Jezusa. Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa» (2 Kor 4,5-6).
Dla Kaspra być osobą pojednania oznaczało posiadać radykalną świadomość Chrystusa, przekonanie, które nie jest czymś zewnętrznym w stosunku do życia, lecz przeciwnie, stanowi intymną prawdę własnego istnienia. Widziana z perspektywy wiary, odpowiedź na przemoc nie opiera się na zewnętrznym rozważaniu prawa i porządku społecznego. Bo jeśli ma to być na pierwszym miejscu wyłącznie kwestia prawa i porządku, to odpowiedź na przemoc musi posiadać naturę sądową i opierać się na wymierzaniu kary. Z drugiej strony, jeśli odpowiedź pochodzi z chęci «pójścia za Chrystusem w bardziej wolny sposób i z chęci bliższego naśladowania Go» (Perfectae caritatis, 1) będzie ona odpowiedzią pełna pokoju i uzdrawiającego pojednania. Dlatego też Kasper, «z całym należnym szacunkiem» zwraca się do biskupa Benvenuti, delegata we Frosinone: «Jeżeli pragniecie położyć kres zbójectwu szybko i skutecznie, wydajcie dekret ułaskawiający». Podkreśla on też fakt, że działalność misyjna jego towarzyszy ugasiła nienawiść ludzką i pragnienie zemsty. Z tego też powodu ludzie, którzy się schronili w górach mogliby teraz powrócić do normalnego życia, bez żadnych trudności, i w ten sposób cały problem zostałby rozwiązany.
To wszystko co Kasper mówi znajduje swoje echo w liście nadesłanym przez zbójców z ich kryjówki w górach, listu skierowanego do „wielce szanownego i przewielebnego Don Giovanni [Merlini]”, który zawsze „głosi o sprawach Bożych i ziemskich”, aby zaprowadzić pokój „i spokój w świecie”. „Biedni zbójcy powierzają się łaskawej miłości ojcowskiej Waszej”, i proszą, aby porozmawiał on z Kanonikiem Del Bufalo, aby ten uzyskał od Jego Świątobliwości „opublikowanie dekretu ułaskawiającego”. Zbójcy wyrażają też głębokie pragnienie by móc – za przyzwoleniem Kaspra – udać się do Rzymu z ich rodzinami w celu uzyskania przebaczenia.
Niestety, szybkie położenie kresu rozbójnictwu nie było na rękę ani przeciwnikom Państwa Papieskiego, ponieważ w ten sposób wzrósłby prestiż papieża, ani też jego własnym biurokratom, którzy straciliby pieniądze przyznawane im za dodatkowe ryzyko! Okrucieństwo zbójców, będące wynikiem ignorancji religijnej i kulturalnej, trwało nadal; okrucieństwo władz, biorące swój początek z żądzy władzy i pieniądza przetrwało jeszcze dłużej. Historia powtarza się i sprawdza aż do dzisiaj.
Ogromna potrzeba „przebaczenia” stanowi jeden z wielkich tematów naszej epoki, zwanej „zlaicyzowaną”. Nierozsupłanym węzłem, wokół którego obracają się najbardziej najeżone trudnościami przypadki, pozostaje obojętność światowej polityki i kultury. Jest to być może nowa Canossa, gdzie „zlaicyzowana” epoka powinna udać się ze wszystkimi swoimi moralnymi problemami, których sama nie jest w stanie rozwiązać.
Pojednanie
W Parafii
Antonio Baus, C.PP.S.
Misjonarze Krwi Chrystusa zaczęli pracować w Chile w 1947 roku. Od pierwszych lat pracy byli odpowiedzialni za duszpasterstwo w Parafii San José, która w tamtych latach powiększyła się zarówno liczebnie jaki i terytorialnie. Usytuowana na krańcach Santiago charakteryzowała się ubóstwem i prawie niekontrolowanym osadnictwem w jej granicach własnego terytorium. Jedna z tych nowo powstałych osad została w latach pięćdziesiątych objęta troską duszpasterską, a w dniu 8 lipca 1962 roku stała się samodzielną parafią pod wezwaniem Naszej Pani Krwi Chrystusa. Od tamtego czasu Misjonarze Krwi Chrystusa rozwijali swoje duszpasterstwo stawiając czoła problemom natury organizacyjnej i infrastrukturalnej. Widziało się jeszcze skutki dyktatury, doskwierał też brak kapłanów. Wiele osiedli i powstałych regionów odzwierciedla sytuację licznych rodzin, które tam przybyły i dzięki ogromnym wysiłkom rozpoczęły budowę własnych domów, pracując w złych warunkach i przy niewielkiej pomocy sąsiadów. Powoli - w miarę jak próbowano zaradzić takim podstawowym potrzebom jak światło, woda i kanalizacja - teren stawał się dzielnicą.
Całemu procesowi towarzyszyło budowanie kościoła, nie tylko w aspekcie fizycznym, ale dokonywało się ono przede wszystkim poprzez powstawanie licznych grup wokół parafii. Postęp był jednak powolny i wymagał wiele cierpliwości poświęcenia.
Lata dyktatury
Podczas dyktatury (1973-1989) wiele dzielnic na naszym obszarze ucierpiało z powodu popełnionych nadużyć. Nasza parafia została szczególnie dotknięta przez prześladowanie polityczne, które pogłębiło się na skutek recesji ekonomicznej lat osiemdziesiątych. Nie stanowiło to jednak przeszkody dla narodzin niektórych organizacji pod egidą parafii, organizacji, które w konkretny sposób pomagały ludziom przezwyciężać albo znosić wielkie trudności spowodowane przez system. Niektóre z tych organizacji i ich liderzy znaleźli się na liście podejrzanych i przecierpieli swoje, narażając się na wykluczenie czy prześladowanie.
Obecność i wsparcie misjonarzy Krwi Chrystusa były czymś stałym, ale i tu nie obeszło się bez nieporozumień i bólu. Nie wszyscy parafianie, mimo że pochodzący z biednej części miasta, jednakowo oceniali postępowanie rządu. Byli tacy, którzy popierali rząd i tacy, którzy byli przeciw. Pogłębiało to napięcia, co w nieunikniony sposób odbiło się na działalności duszpasterskiej.
Nowy zarząd duszpasterski
Na początku 1994 Dyrektor Wikariatu poprosił mnie bym przyjął stanowisko wikarego w Parafii Matki Bożej Krwi Chrystusa, żywiąc nadzieję, że za miesiąc lub dwa przybędzie nowy proboszcz i zmieni tego, który by tam już od trzynastu lat. Od początku stało się jasne, że nie jestem mile widziany przez miejscową wspólnotę. Były narzekania i brak aprobaty dla mojego stylu duszpasterskiego. Najpierw zachowywałem spokój, bo wiedziałem, że ludziom jest bardzo trudno zaakceptować zmianę w zarządzie duszpasterskim, biorąc pod uwagę fakt, że proboszcz pracował tam z wielkim poświęceniem przez trzynaście lat, zwłaszcza podczas niektórych ciężkich lat dyktatury. Rozpocząłem od wyrażenia uznania i szacunku dla pracy mojego poprzednika. Szczerze dziękowałem Bogu za to, że ludzie tak głęboko doceniali pracę współbrata z naszego Zgromadzenia. Napięcia jednak nie ustawały i trudno było naprawdę ustalić powód całej tej nieufności wobec mojej osoby. Po pół roku otrzymaliśmy wiadomość z dobrze poinformowanych źródeł, że istnieją oskarżenia naruszenia przez mojego poprzednika obietnicy celibatu. Na początku nikt z nas nie dawał wiary tego typu zarzutom, szczególnie w przypadku naszego brata kapłana, który zasługiwał raczej na nasz całkowity szacunek i uznanie. Musieliśmy jednak ze smutkiem stanąć przed prawdą faktów związanych z oskarżeniami, które w końcu naraziły na szwank jego wolność oraz jego dyspozycyjność i zdolność posługiwania w ramach Zgromadzenia.
W tym samym czasie Wikariat znajdował się w ciężkiej sytuacji ze względu na małą liczbę księży. Stanęliśmy przed koniecznością oddania diecezji jednej z dwóch naszych parafii. Wikariat podjął decyzję zatrzymania Matki Bożej Krwi Chrystusa. W tej sytuacji musiałem sobie dać odpowiedź na pytanie: gdzie są rany? Gdzie została przelana krew? Gdzie moglibyśmy żyć naszą duchowością najpełniej? Odpowiedź na te pytania, podobnie jak osobista motywacja aż do teraz stanowią przedmiot mojej refleksji nad tym co miało miejsce.
Lekcje na temat pojednania
Przebrnąć przez wszystkie te sprawy w ciągu prawie pięciu ostatnich lat oznaczało przejść niełatwą drogę, zwłaszcza w okresie, gdy - zważywszy na szczególne okoliczności - poprzedni proboszcz wciąż jeszcze kontynuował swoją pracę w parafii. Powiększało już istniejące zamieszanie z jednej strony, ale z drugiej miało to też swoje plusy, ponieważ w miarę upływu czasu doprowadziło do ujawnienia niektórych dotąd niejasnych i pomieszanych spraw. Wierzę, że jedną z obranych dróg była szczera konfrontacja z bolesnymi ranami, bez próby wyobrażania sobie albo udawania, że nic się nie stało. Historia cierpienia – a nie mam tu tylko na myśli tylko osobistych problemów poprzedniego proboszcza lecz cały polityczny i społeczny kontekst, w którym przyszło nam wszystkim żyć – była czymś, co próbowaliśmy wziąć na nasze barki i pozostawić za sobą, pojednaliśmy dzięki pomocy jaką daje nasza bogata duchowość.
Zupełnie niedawno przyłączyły się do naszej pracy duszpasterskiej Siostry Krwi Chrystusa (z Dayton). Podjęły się one bardzo dobrze wyzwania płynącego z naszej duchowości, wezwania do tego by starać się o leczenie naszych ran, o pojednanie naszych serc, o uczenie się darowania obraz, a przede wszystkim o doświadczenie bezwarunkowej miłości Pana.
Stając
Się Wspólnotą Pojednania
Rosario Pacillo, C.PP.S.
Zostałem poproszony o przedstawienie jak przeżywa się doświadczenie pojednania w Parafii Św. Filipa Neri w Putignano. Szczególny charakter tego doświadczenia wynika z faktu, że od 1988 roku wspólnota parafialna poświęca się młodzieży, która znalazła się w ciemnym tunelu narkotyków. W powiązaniu z wieloraką działalnością duszpasterską, związaną z katechezą i służbą liturgiczną, rozwinęła się także działalność charytatywną kierowana przez olbrzymią grupę ochotników ze Stowarzyszenia Św. Filipa Neri. Działalność ta ma na celu pomoc ludziom chemicznie uzależnionym. Dała ona początek dwom strukturom: jednej, związanej ze wstępnym przyjęciem i ofiarowaniem gościny, gdzie uzależniona młodzież przechodzi ciężki etap dezintoksykacji od substancji uzależniających; oraz drugiej, zwanej Domem Rodzinnym, kierowanej we współpracy ze wspólnotą terapeutyczną „Uomo” z okolic Bari. W Domu Rodzinnym zamieszkuje młodzież już zaawansowana w programie leczenia. W tej pierwszej fazie programu, którą kierują na przemian stali uczestnicy, ochotnicy oraz pełniący zastępczą służbę cywilną, wzięło jak dotychczas udział 1200 młodych ludzi, głównie chłopców, często będących też w kłopotach z prawem. Przez drugą fazę, powstałą znacznie później niż pierwsza, przeszło już około siedemdziesiąt osób.
Stowarzyszenie prowadzi też różne formy działalności zapobiegawczej (wśród dzieci, młodzieży, rodziców i nauczycieli, czy to w szkole czy w parafii) oraz program formacyjny. Niektórzy młodzi otrzymali również pomoc w fazie powrotu do życia w społeczeństwie.
To, co zostało tutaj krótko nakreślone ma na celu wprowadzenie czytelnika w zagadnienie leżące u podstaw doświadczenia pojednania w naszej wspólnocie parafialnej. Chodzi o pokazanie jaki to specyficzny impuls pcha naszą działalność w tym kierunku.
Pojednanie z tożsamością misjonarza
Jako Misjonarz Krwi Chrystusa wielokrotnie spotykałem się z pytaniem: jaka jest moja tożsamość misjonarska? Odpowiadam: to głoszenie misterium Chrystusa! W jaki sposób głoszę to misterium? Za pomocą Słowa! Czy można jednak głosić Słowo Krwi bez pomniejszania jego zbawczej mocy? Czy nie zdarza się czasem tak, że pozostaje ono bez skutku? Tak jest wtedy gdy głoszeniu nie towarzyszy świadectwo! Jaki zatem rodzaj świadectwa czyni obecną Krew naszego Odkupienia? Wydaje mi się, że to nie sprawa osobista ale dzieło wspólnotowe, skierowane ku ludziom chemicznie uzależnionym, uwalniające tych ludzi z niewoli narkotyków, stanowi czytelne świadectwo o tajemnicy Krwi przychodzącej na ratunek. Mogłem się sam przekonać, że dzieło to - nie będąc czymś sztucznie wyszukanym lecz przeciwnie, spontanicznie powstałym na skutek wyłaniających się potrzeb duszpasterskich – pojednało i mnie z moją własną tożsamością misjonarską. Jest to taki rodzaj pojednania, o który trzeba stale zabiegać, aż do osiągnięcia jego pełni, zabiegać zwłaszcza wtedy gdy ludzka działalność próbuje zdobywać przewagę nad działaniem Ducha.
Pojednanie wewnątrz wspólnoty parafialnej
Wspólnota parafialna także doświadczyła pojednania. Kościół w Italii zdał sobie sprawę z potrzeby bycia pojednanym z ubogimi naszych czasów, stąd też w dokumencie „Ewangelizacja i Świadectwo Miłości” nakreślił plan duszpasterski na lata dziewięćdziesiąte. Dano wyraz potrzebie umiejscowienia miłości [charytatywnej] w samym centrum działalności duszpasterskiej, aby w ten sposób dokonać pojednania z najbardziej dramatycznymi sytuacjami regionu, gdy chodzi o tę część środowiska społecznego, która umknęła przed głoszoną Ewangelią, ponieważ - jak pole stwardniałe na skutek trudnych problemów i doświadczenia bycia odsuniętym na margines - stała się ona niezdolna do przyjęcia ziarna Słowa. Czy katecheza jest w stanie dotrzeć do rodzin zamkniętych we własnym cierpieniu jeżeli nie towarzyszy jej siostra Miłość? Czy ludzie mogą oddawać chwałę Panu poprzez liturgię, żyjąc wciąż na służbie u innych panów?
Parafia nabrała świadomości, że problem narkotyków nie jest jakąś odległą rzeczywistością, lecz że wyłania się zza wszystkich zaułków sąsiedztwa, i że w wielkim stopniu został on ukształtowany przez społeczne i duchowe życie wiernych. Dlatego też katecheci i ich współpracownicy nie wzdrygali się na myśl o problemie, ale zgłosili swoją pełną i ofiarną gotowość do podjęcia pracy na rzecz tej sprawy. Znaleźli się oni jednocześnie po szyję zanurzeni w morzu trudności, konfliktów, obaw i zawiści wspólnoty, która uważała że sama jest w porządku, i wolała patrzeć raczej niż widzieć, i raczej bronić samych siebie niż walczyć.
Nie ulega wątpliwości, że dla niektórych było to doświadczenie traumatyczne. Fakt używania sal katechetycznych i innych pomieszczeń parafialnych na rzecz potrzeb osób chemicznie uzależnionych spowodował na początku skandal, napełnił konsternacją i wzbudził alarm. Dla wielu jednak był to znak proroczego świadectwa i nadziei. Obecność osób chemicznie uzależnionych w obrębie budynków parafialnych ukazała wspólnotę chrześcijańską, która zapewniła miejsce nie tylko dla liturgii i katechezy ale również miejsce dla miłości. Rozwinął się rodzaj współzawodnictwa w miłości, który spowodował że ci, którzy dotychczas nie za bardzo praktykowali swoją wiarę zgłosili się do Kościoła jako ochotnicy. Na zmianę, dzień i noc, pomagali oni młodzieży przygotowując posiłki i towarzysząc jej w drodze na sesje w różnych innych wspólnotach.
Wciąż jednak pozostawała do przebycia długa droga. Organizacja złożona z ochotników z jednej strony narażona jest zawsze na ryzyko odseparowania się od życiowych i duchowych bogactw Kościoła, z drugiej zaś na niezdolność komunikowania swoich własnych energii. Niektóre grupy parafialne wymieniały doświadczenia ze stałymi uczestnikami programu wstępnego [rezydentami], jak to zostało przewidziane w spotkaniach przygotowawczych do Jubileuszu. Inne grupy gościły rezydentów u siebie lub składały im wizyty, dzieliły się wzajemnie własnymi doświadczeniami, wymieniały świadectwa i nabierały coraz większego przekonania o ciężkim położeniu tych młodych ludzi. Okazało się jednak, że można pójść znacznie dalej, a to dlatego, że w wychowaniu religijnym wykorzystano na szeroką skalę bogate doświadczenie wspólnoty terapeutycznej i jej metody. Młodzież z programu wstępnego ożywiała przez swoje śpiewy i modlitwy nieszpory niedzielne. Na różnych mszach świętych przynoszono dary dla wsparcia potrzeb obu ośrodków. To co czyniono nie stanowiło w żadnej mierze jakiegoś wystawiania się na pokaz ani nie było wyrazem podziwu, było umotywowane wyłącznie komunią serc.
Wspólnota parafialna doświadczyła innego jeszcze aspektu pojednania: pojednania z własnym misjonarskim charakterem. Praca z osobami chemicznie uzależnionymi sprowokowała i ten rodzaj pojednania. I tak oto parafia stała się znakiem przewodnim dla ludzi w potrzebie – dla młodych i ich rodzin. Wieść o tej charytatywnej miłości rozchodziła się szerokim echem. Naśladowali ją inni a ochotnicy dawali świadectwo o tym, co się wydarzyło.
Pojednanie chemicznie uzależnionych z Bogiem i Kościołem
Dla osób chemicznie uzależnionych bodźcem do pojednania się z Kościołem stało się głębokie doświadczenie bycia uleczonym. Osoby te są żyjącymi ikonami Misterium Paschalnego, śmierci i zmartwychwstania, porażki i zwycięstwa, upadku i uzdrowienia. Osoby chemicznie uzależnione doświadczają wewnętrznego załamania się, stąd też zerwanie z Chrystusem i z Jego Kościołem, od którego oddalają się duchowo i fizycznie. Zdają sobie sprawę, że miejsce Boga zajęły w ich życiu narkotyki, i że mają one nad nimi absolutną i despotyczną władzę, pozbawiając ich poczucia jakiejkolwiek wartości i ludzkiego uczucia. Narkotyki zniszczyły też relacje z ludźmi bliskimi i kochanymi. Osoby uzależnione chemicznie są teraz całkowicie samotne. Bóg nie jest już po ich stronie lecz stał się wrogiem. Nie mogą uciec przed sądem Bożym z powodu popełnionych przestępstw jak kradzież, napad rabunkowy, przemoc, prostytucja. Zwykły akt postawienia stopy w kościele wymaga od nich dokonania gwałtu na samym sobie. Czują się bezwartościowi, bez szansy przebaczenia. Pojednanie jest możliwe ale wymaga procesu uwolnienia się, wewnętrznej przemiany, nabrania dystansu do własnych, dawnych, zewnętrznych i wewnętrznych zniewoleń.
A jednak to nadzwyczajne dzieło jest możliwe dzięki Krwi Chrystusa. Dochodzi się do niego przez modlitwy całego Kościoła oraz dzięki dobrowolnej, ofiarnej i pokornej służbie ochotników. To zatem, co wydaje się po ludzku niemożliwe, staje się możliwe dla tych, którzy we Krwi Chrystusa pokładają swoje zaufanie i nadzieję. Tak potężne i pełne życia doświadczenie odkupienia staje się paradygmatem każdego innego możliwego nawrócenia. Chrześcijanie zdesperowani w walce z własnymi wadami mogą zobaczyć na własne oczy, że nawet nałóg narkotyków jest do pokonania.
Pojednanie w rodzinach
Prawdziwie absorbująca, a także bolesna praca, dotyczy rodzin rezydentów. Żyjemy w społeczeństwie, w którym rodzina – wystawiona na rozmaite konflikty i mająca różnego rodzaju potrzeby - znajduje się w sytuacji wymagającej pomocy. Poza konfliktami pokoleniowymi i konfliktami wartości rodziny osób chemicznie uzależnionych cierpią jeszcze z powodu ich własnych, specyficznych konfliktów. Są to konflikty, które poprzedzają początek zażywania narkotyków (przemoc w rodzinie, nadużycia seksualne na nieletnich, separacja, rozwód, zdrada małżeńska), pojawiają się podczas zażywania narkotyków (niesubordynacja, oszustwo, kłamstwa) albo też są jego skutkiem (bankructwo, zobowiązania, utrata dobrego imienia, porzucenia, obietnice składane dzieciom i tym podobne). Odbywane z członkami rodzin spotkania są w procesie pojednania aktami cierpliwości i wymagają od rodzin osób uzależnionych najpierw uznania własnych błędów a później decyzji, by podejść do popełnionych błędów w nowym, konstruktywnym duchu. Nie wszyscy chcą podjąć ryzyko uzdrowienia, mimo to czasami zdarza się, że możemy być świadkami prawdziwych cudów pojednania.
Praca z rodzinami osób chemicznie uzależnionych dała impuls do zajęcia się także innymi rodzinami w parafii, a to w celu zapobieżenia możliwym przyszłym konfliktom. Zainicjowano w tym celu spotkania i kursy dla rodziców, podczas których dana jest możliwość podjęcia pracy nad rozmaitymi problemami rodzinnymi.
Pojednanie w ramach społeczności cywilnej
W końcu, praca na rzecz osób chemicznie uzależnionych zaprowadziła też pokój wewnątrz społeczności cywilnej. Stało się to dzięki przywróceniu osób uzależnionych do społeczności - dziesięć lat wcześniej spowodowałoby to wielki alarm, albo też dzięki zbliżeniu pomiędzy społecznością cywilną i Kościołem. Osoby chemicznie uzależnione, a więc przez sam fakt już postawione poza marginesem, zaostrzały ten margines jeszcze bardziej; odizolowane, pogłębiały tylko już istniejący dystans. Zła sława o postępowaniu tych osób - spowodowana przestępstwami typu wyrywanie torebek, napady rabunkowe, kradzieże, kantowanie, używanie przemocy i kłamstw - szła za nimi w nieuleczalny sposób. Trzeba było brać to pod uwagę przez te wszystkie lata, w czasie których staraliśmy się znaleźć miejsce, dzięki któremu osoby uzależnione mogłyby na nowo powrócić do wykonywania zwyczajnych ludzkich czynności. Dzięki okazanej gościnności wspólnota parafialna pokazała, że jest możliwe, by osoby chemicznie uzależnione żyły razem z innymi, nawet z dziećmi. Wprowadzając takie osoby w samo serce działalności parafialnej można też było nawiązać z nimi relacje i przyjąć je - pod koniec ich drogi do uleczenia - w progi społeczeństwa. Stowarzyszenie Rodzin Św. Filipa Neri i ochotnicy z tym stowarzyszeniem współpracujący, przyczynili się pośrednio i bezpośrednio do przywrócenia wielu młodych ludzi do społeczeństwa a później także do środowiska pracy zawodowej. Towarzysząc procesowi uleczenia, parafia odegrała istotną rolę w zaprowadzeniu pokoju tak we wspólnocie Kościelnej jak i cywilnej. Fakt, że zmniejszyła się liczba osób chemicznie uzależnionych, a co za tym idzie także liczba drobnych przestępstw, sprawił, iż wśród ludności cywilnej Putignano wzrosło zaufanie do Kościoła, często oskarżanego o dystansowanie się od problemów społecznych.
Podsumowując chciałbym odwołać się do niewątpliwej wagi, jaką posiada tego rodzaju praca oraz zachęcić inne wspólnoty, szczególnie te prowadzone przez Misjonarzy Św. Kaspra, zarówno do stawiania czoła problemowi narkotyków (a występuje on w tylu miejscach!) jak również stawiania czoła wszystkim innym problemom. Wydaje mi się, że to jest właśnie świadectwo składane miłości, „nowy i żywy sposób” za pomocą którego Krew Chrystusa nawiązuje kontakt z ludźmi spętanymi przez kajdany zła, ratuje i przywraca do prawdziwego pojednania z Bogiem.